środa, 6 kwietnia 2016

14.

Geiger
Moje plecy szybko wróciły do pełnej sprawności. Moja forma rosła z dnia na dzień.
Sezon powoli dobiegał końca, wszyscy już wyczuwali rozluźniającą się atmosferę a w powietrzu dało się wyczuć zapach Planicy.
Śmiać mi się chciało z Wellingera. Najpierw chciał mi odbić Anne a teraz nie widzi świata poza swoją Katherine. Trzeba przyznać, że trafiło się mu jak ślepej kurze ziarnko. Powiedziawszy szczerze... nawet się cieszę jego szczęściem. Wiem, że teraz nikt już nie stanie na drodze mojej i Anne.
Chłopacy nadal nie mogli uwierzyć, że ktoś może stworzyć tak idealny związek. Rozumieliśmy się z blondynką bez słów i do tej pory nie mieliśmy ze sobą nawet najmniejszej sprzeczki. Właściwie to tylko dzięki Anne tego nie było. To ona zawsze ustępowała i kiedy miało dojść do ostrzejszej wymiany zdań po prostu wychodziła. Podziwiałem ją za to. Ja bym nigdy nie dał rady.
-O czym tak myślisz, kundelku? - zapytał wesoło Richard siadając koło mnie w pomieszczeniu, gdzie czekaliśmy oboje na swój skok. Spojrzałem na niego skrzywiony.
-Kundelku? - mruknąłem patrząc na kumpla z teamu.
-No wiesz... jest taka bajka. „Zakochany kundel” się nazywa... - wyjaśnił. Spojrzałem na niego jak na idiotę i westchnąłem ciężko kręcąc głową. Doprowadzali mnie do szału takimi tekstami. Jestem im wdzięczny, że akceptowali związek w kadrze ale... czasami miałem ich dość.
-Richi... minęło tyle czasu a wy nadal o jednym... - westchnąłem zaczynając zawiązywać buty.
-Karl.. Ja naprawdę nie chciałbym was słyszeć w nocy! - pisnął na pół pomieszczenia zwracając uwagę wszystkich zawodników, którzy podobnie jak oczekiwali na swoją kolej. Kilku spojrzało na mnie jednoznacznie co od razu spowodowało na mojej twarzy czerwone rumieńce.
-Ja cię uduszę – syknąłem do niego z furią kończąc wiązać buta. W odpowiedzi ujrzałem tylko jego głupkowaty uśmiech. Ja już naprawdę chcę tą cholerną Planicę...

Anne
Spokojnie czekałam na dole aż wszyscy moi podopieczni oddadzą swoje skoki. Niecierpliwie czekałam na koniec sezonu. Potrzebowałam odpoczynku i kilku tygodni wytchnienia od życia na walizkach. Męczyło mnie ciągłe podróżowanie. Zwłaszcza z marudą Wellingerem, ciekawskim Wankiem i wiecznie wyszczerzonym Marinusem. Kraus już szczególnie mnie przerażał. Ten uśmiech Jokera niejednokrotnie widywany zaraz po obudzeniu przyprawiał za każdym razem o zawał serca. Tak, niemieccy zawodnicy upatrzyli sobie zabawę w budzenie mnie i Karla każdego poranka. Czym ja zawiniłam że jestem skazana na takie cierpienia?
Na moje nieszczęście co chwilę ktoś mnie zaczepiał. A to skoczkowie, a to członkowie sztabów innych drużyn. Co jakiś czas zauważałam fotoreportera robiącego mi zdjęcie.
Na szczęście jeszcze nikt z tych medialnych hien nie połapał się, że ja i Karl jesteśmy razem. Na razie niewiele osób o tym oficjalnie wiedziało. Właściwie to nie miało wyjść poza obręb naszej kadry.
Tak było lepiej. Nikt nam się nie wtrącał do życia prywatnego, do drużyny. Chłopacy wszystko akceptowali i stawali po naszej stronie murem. A ja chciałam, żeby to tylko trwało jak najdłużej.
-Chcę już Planicę... - mruknął Stephan stając koło mnie. Spojrzałam na niego poprawiając okulary przeciwsłoneczne na nosie i pokiwałam głową.
-Zdecydowanie chcę już koniec sezonu. - przyznałam.
-Ale będziesz za nami tęsknić? - zapytał z szelmowskim uśmiechem.
-Przez ten prawie miesiąc, każdy zdąży za każdym zatęsknić. - odwróciłam się z powrotem w kierunku skoczni i oparłam się wygodnie o drewniane bandy. Bo co mu mogłam odpowiedzieć? Wiedziałam, że gdyby usłyszał prawdę od razu byłby foch stulecia. Typowy Leyhe.
-Ja tam nie będę tęsknił za chłopakami. Już mam ich dość. - zaśmiał się mój rozmówca przebierając buty po oddaniu skoku. Spojrzałam na niego zaskoczona z podniesionymi wysoko brwiami.
-Nie wierzę. - powiedziałam szczerze śmiejąc się. - taka idealna drużyna a większość już ma dość swojego towarzystwa... - powiedziałam nieco ironicznym tonem bo każdy z chłopaków zauważył chamskie zachowanie Wellingera w stosunku do mnie.
-Anne. Nie możesz się tak przejmować Księciuniem. Wiesz, że ma gorszy okres. Skoki mu nie wychodzą, tęskni za Katherine...
-Każdy z was mu dojeżdża... jasne. Ja to wszystko rozumiem. Ale ja mu nic nie zrobiłam, Steph... Przepraszam, że zakochałam się w Karlu a nie w nim. I właściwie na lepsze to wyszło bo poznał tą swoją Katherine a mnie by zostawił jako kolejną zabawkę... - powiedziałam zła. Nienawidziłam poruszania tego tematu. Wzięłam narty Niemca i szybkim krokiem udałam się w domku servicemanów.

Wellinger
Czy mi się tylko wydaje, czy Anne chodzi wściekła od początku konkursu? Czyżby w końcu jakaś sprzeczka w tym jakże idealnym związku państwa Geiger? Zaśmiałem się lekko widząc jej zaciętą minę. Bawiło mnie ich zachowanie. Niby taka cudowna para, ale nikomu poza kadrą nie pisnęli ani słówka. Na jego miejscu chwalił bym się taką partnerką naokoło.
No chyba, że się jej wstydzi.
Palant.
Jak dobrze, że ja się Katherine nie wstydzę i nie ukrywam swoich uczuć w stosunku do niej. Uśmiechnąłem się lekko rozmarzony na samą myśl o mojej dziewczynie. Naprawdę miałem wiele szczęścia wpadając na nią.
Naprawdę duży fart, że nie udało mi się poderwać Anne. Znowu byłbym tym najgorszym frajerem, bawiącym się dziewczynami i traktującym je jak szmaciane lalki.
A tak?
Oboje jesteśmy teraz w szczęśliwych związkach.
Jednak zawsze jest jakieś ale...
Za każdym razem jak widzę ich razem, czuję ukłucie zazdrości. Czy to końcówki uczuć żywionych do pani doktor? A może poczucie niesprawiedliwości, że nie mogę mieć Kath cały czas przy sobie? A może jedno i drugie?
Nie chcę o tym myśleć. Jeszcze kilka konkursów i z moją szatynką polecimy na długie wakacje. Odpocznę od treningów, od diety, od tego całego szumu, od chłopaków. Zresetuję się przed następnym sezonem.

Anne
-Hey, skarbie. Co się dzieje? - usłyszałam troskliwy i zarazem cichy głos Karla. No tak. W końcu naokoło stało miliony ludzi i każdy mógł to usłyszeć. Westchnęłam z irytacją.
-Wiesz? Zazdroszczę Katherine.
-Co? - zapytał zszokowany patrząc na mnie i oparł się dłońmi o barierki. Po chwili spojrzał na mnie mając w oczach mieszankę bólu i złości.
-Nie o to mi chodzi – powiedziałam szybko widząc jego minę. - po prostu... chciałabym się teraz do ciebie przytulić, poczuć twoje usta na swoich ale... nie mogę – westchnęłam ciężko nerwowo poprawiając włosy i odwróciłam się w stronę skoczni. Zwiesiłam głowę w dół.
-Schuster mnie zabije. Trudno. - usłyszałam jego zdecydowany głos kiedy stanął przede mną. Podniosłam wzrok i już chciałam zapytać o co mu chodzi kiedy Karl wpił się mocno w moje usta mocno obejmując mnie w talii.
Wtedy cały świat się zatrzymał.
Byliśmy tylko my.
Gwizdy chłopaków przywołały mnie do porządku.
-Karl... - wychrypiałam i spojrzałam niepewnie w jego tęczówki.
-Ciii... lepiej nic nie mów. - zaśmiał się cicho poprawiając mi czule włosy. Zerknęłam na resztę zawodników którzy przyglądali się nam z szerokimi uśmiechami. Poczułam palące mnie policzki więc zasłoniłam twarz dłońmi.
-Masz rację. Schuster cie zabije, a przy okazji również i mnie... - wyszeptałam.




Matura to bzdura.
Chcę już lipiec. Mieć wszystko za sobą i skupić na swoim życiu.
Pozdrawiam FIS za jakże cudowny kalendarz LGP...

Kończę moje marudzenie, bo ostatnio go za dużo w moim wykonaniu :D
Mamy już rozdział 14, cieszycie się, prawda?
Czekam na wasze opinie :*

5 komentarzy:

  1. Haha, Karl jako zakochany kundelek? Nie powiem, przypadło mi do gustu to porównanie. W ogóle genialny rozdział.
    Wellinger nadal zachowuje się dziwnie, ale przynajmniej się nie wtrąca w sprawy Karla i Anne. Głupio, że cieszy się na widok nachmurzonej Ann. Chciałby, żeby. nie układało się w jej związku. Niestety, jest na odwrót :) Zakochani postanowili pokazać swoje uczucie całemu światu. No, może nie całemu, ale zawsze ktoś mógł ich zauważyć, a takie rzrczy szybko się rozchodzą. Oby nie było z tego problemów.
    Czekam na kolejny :)
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. zakochany kundel? oj, słodko ♥
    Andi jest tu strasznie dziwny w ogóle go nie rozumiem... Ale za to Karl i Ann - perfekcyjni! a ten pocałunek? tak, tak, tak :)
    mam nadzieję, że trener jednak oszczędzi zakochanych :D
    czekam na kolejny
    buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję ze Andreas w końcu sie ogarnie! Ksiezniczka z niego! Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem i ja!
    Bardzo fajny rozdział, aż miło było go czytać ^^
    Jejciu, ależ uroczo, zakochany Kundelek... Nie no, słodko to brzmi, naprawdę :D
    Wellinger, chłopie, próbuję cię rozgryźć, ale nie umiem. Cały czas coś mi się w nim nie podoba, jakoś podejrzanie się zachowuje. Dobrze przynajmniej, że dał spokój Karlowi i Ann, ale wydaje mi się, że to jeszcze nie koniec.
    Czekam na kolejne słodkości!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś naprawdę zapraszam na dwunastkę :P http://just-smile-like-you-meant-it.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń