środa, 9 marca 2016

10.

Geiger
Obudziło mnie delikatne szturchnięcie w żebra. Mruknąłem niezadowolony i otworzyłem oczy. Uśmiechnąłem się lekko widząc układającą się wygodniej blondynkę. Czułym gestem poprawiłem jej włosy opadające na twarz.
Nigdy bym nie pomyślał, że odważę się ją pocałować. A tym bardziej, że ona odda moje pocałunki. Myślałem, że wtedy odlecę. Zdecydowanie był to najlepszy wieczór w moim życiu. Wszystko bym oddał, żeby go powtórzyć. Albo nie. Przecież będą jeszcze lepsze. Uśmiechnąłem się do siebie szeroko. Wpatrywałem się w spokojną twarz Anne, która nadal smacznie spała.
Nie miałem serca jej budzić. Wyglądała tak uroczo. Delikatnie wyplątałem się z jej ramion i ogarnąłem w łazience. Otworzyłem lodówkę i zastanawiałem się co zrobić na śniadanie.
Masło, mleko,jajka... Poszperałem po szafkach. Mam mąkę, cukier i proszek do pieczenia. Sól? Otwieram kolejne szafki szukając przyprawy. Uśmiechnąłem się lekko. Już po chwili w najlepsze trwała produkcja pancakesów. Moje chyba popisowe śniadanie. W międzyczasie znalazłem miodek. Przewracałem amerykańskie naleśniki podśpiewując sobie pod nosem.
-Już nie śpisz? - usłyszałem jej zaspany głos. Oparła się o futrynę uśmiechając się. Moja piękna.
-Jak widać. Siadaj. Robię śniadanie – powiedziałem wesoło po drodze skradając jej pocałunek.
-To ja chociaż zrobię kawę – zaśmiała się wyciągając dwa kubki i kawę. Nalała wody do czajnika i postawiła ją żeby się zagotowała. Podziwiałem ją całą. Miała na sobie tylko długą luźną koszulkę i bieliznę...
Po chwili poczułem delikatny smród spalenizny.
-Karl! Naleśniki! - usłyszałem jej podniesiony głos. Szybko odwróciłem się w stronę patelni i westchnąłem ciężko widząc spalonego pancakes'a... To by było na tyle chwalenia się zdolnościami kulinarnymi.
-A szło mi tak dobrze. Rozproszyłaś mnie – mruknąłem wyrzucając spalone jedzenie i otworzyłem okno żeby pomieszczenie się nieco wywietrzyło. Zaśmiała się wesoło i objęła mnie od tyłu.
-Przepraszam. - powiedziała słodkim głosem i cmoknęła mnie w polika. Zaśmiałem się lekko.
-Wiesz, że tobie wybaczę wszystko. - powiedziałem szczerze i zerknąłem na blondynkę. Bez makijażu wyglądała jeszcze piękniej.
-Już tak nie słodź – powiedziała wybuchając śmiechem i tanecznym krokiem skierowała się w stronę salonu. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. To zdecydowanie były najlepsze chwile w moim życiu.

Wellinger
Zaspałem na trening. Znowu.
Obudził mnie telefon od Anne, która została oddelegowana żeby do mnie zadzwonić.
Szybko się zebrałem i przekraczając po drodze zapewne wszystkie przepisy dotyczące ograniczeń prędkości dotarłem na halę. Wpadłem zaspany do środka i zaskoczony stanąłem tuż przy wejściu.
-Wank! Za duży jesteś! Puść mnie! Dostanę lęku wysokości! - piszczała Anne siedząc u Andreasa na barana. Na jej twarzy malowało się przerażenie z rozbawieniem.
-Ty wiesz co musisz zrobić żeby stanąć na ziemi – powiedział poważnie Kraus patrząc na dziewczynę z poważnym wyrazem twarzy i założonymi rękami na klacie. O co tu chodziło?
-Nic wam nie powiem. - powiedziała ze śmiechem patrząc na moich kumpli.
-O co chodzi? - zapytałem podchodząc do nich. Wszyscy spojrzeli na mnie spłoszeni.
-Jezu Andreasiku. Ale żeś nas wystraszył. - pisnął Richard. Spojrzałem na niego.
-Zamieniłeś się na głosy z Seliną? - zapytałem podnosząc brew do góry. Pokręcił lekko głową mierzwiąc dłonią włosy. Spojrzałem na blondynkę która siedziała nieco przygaszona na ramionach Wanka. Coś tu ewidentnie było nie tak.
-Boże... wyjść na trzy minuty do kibla... - usłyszałem spokojny głos Karla. Odwróciłem się i napotkałem jego spojrzenie. Szybko spojrzał w inną stronę. Zmarszczyłem brwi.
-Dobra, chłopaki. Zaraz przyjdzie Schuster. Rozgrzewajcie się. - powiedziała po chwili ciszy pani doktor. Andreas opuścił ją delikatnie na ziemię więc usiadła na krzesełkach przy parkiecie i uważnie nas obserwowała.

Wyszedłem zmęczony po treningu. Werner dał nam wycisk, to fakt. Nie będę ukrywał. Dobrze, że jutro mamy zajęcia na skoczni a nie na tej cholernej hali...
Wrzuciłem torbę do auta i wsiadłem na kierownice. Chłopcy chcieli mnie jeszcze wyciągnąć na piwo ale nie miałem na to najmniejszej ochoty. Nawet rozmawiać z Anne nie miałem ochoty. Patrzyła na mnie zaskoczona. Widziałem tą uniesioną brew. Fakt, miałem zły humor ale nie była to jej wina. Powinienem jej o tym powiedzieć. Już chciałem wysiadać z auta kiedy zauważyłem jak wychodzi z hali w towarzystwie Karla.
Rozmawiali.
Śmiali się.
Czy on ją obejmuje?!
Krew mnie zaraz zaleje!
Zmrużyłem oczy przypatrując się im. Otworzył drzwi i wrzucił torbę do bagażnika. Wsiedli do jego audi. Nie podobało mi się to.
Fakt. Nawaliłem, bo to ja powinienem ją odwieźć do domu. A ja ją perfidnie olałem na treningu. Karl wykorzystał sytuację. Z resztą jak zawsze. Nigdy nie umiał poderwać dziewczyny sam. Zawsze korzystał z moich rad i na tym, że większość dziewczyn podrywałem just for fun. A on je później, biedne, pocieszał.
Tylko teraz, cholera, było dokładnie na odwrót. To on ją w jakiś sposób zranił, wiedziałem to. A ja chciałem ją pocieszyć. Pokręciłem lekko głową odpalając silnik. Karl mijając mnie na parkingu pomachał mi z szerokim uśmiechem. Co do kurwy? Tego jeszcze nie grali...




Mamy już 10.
Bardzo dziękuję za taką ilość komentarzy pod poprzednim rozdziałem!
Byłam mocno zszokowana przyjeżdżając z Wisły po konkursie i zauważyłam liczbę 7! Minę zapewne miałam genialną :D

Zapraszam również na drugie ff, tym razem w rolach głównych Norwegowie - KLIK

Co do rozdziału - tak, jestem z niego zadowolona.
Mam nadzieję, że wam się również podobał :D
A co do zamartwień o Welliego - spokojnie, kochane :* już niedługo :D

jakość #snapchat  :|

Bardzo proszę, wyrażajcie swoje opinie w komentarzach <3
Do następnego! :*

7 komentarzy:

  1. Hej!
    Ooouu! Po prostu cud miód, zwłaszcza ta scena na początku. Anne i Karl - jak ja im kibicuję. Jednak mimo wszysto jakoś szkoda mi biednego, zdezorietowanego Wellingera. Wymyśl coś, żeby on nie byl muszony rozbijać początkującego związku Karla i Anne.
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam!
    Na bloga o Norwegach wpadnę jak najsybciej dam radę:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejo!
    Cudowny rozdział! Mam nadzieję, że Wellinger zostawi Anne i Karla w spokoju i znajdzie sobie pocieszenie :)
    Już czekam na następny!
    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej! :)
    Rozdział cudo, cudo ♥
    Początek był tak uroczy. Jeju, Karl i Anne są idealni razem. Nic więcej mi nie potrzeba :)
    Czekam na kolejny
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Melduję się i tutaj!
    Śliczny rozdział, ależ słodko nam się zrobiło *.*
    Kibicuję Anne i Karlowi, bo naprawdę do siebie pasują, mimo tego wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej.
    Hmm... pytanie tylko, co z Andim? Bo pewnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tej kwestii. Mam nadzieję, że nie namiesza zbyt wiele.
    Czekam!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę byłaś w Wiśle? Jeżeli widzialas dziewczynę z kolorowym transparentne happy bday Michi to pozdrawiam serdecznie XD Ciekawe w kim Welli znajdzie pocieszenie - czyżby ktoś nowy miał sie pojawić? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj,
    Przeczytałam Twoje rozdziały od początku i chciałabym Cię pochwalić za duże pozytywne emocje, jakie u mnie wywołałaś. Bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie. Akcja jest świetnie zbudowana, a dialogi dobrze opisane. Czytając jednym tchem, oderwałam się od rzeczywistości. Dzięki tobie przeniosłam się do innego świata. Dziękuję! Cieszę się, że tutaj trafiłam. Czekam na kolejny rozdział.
    Życzę dużo weny i zapraszam do mnie. Pojawiło się nowe opowiadanie o tematyce wojennej.
    www.opowiesci-sovbedlly.blogspot.com

    Dołączam fragment dla zachęty:
    „W końcu wyławiam spojrzeniem moją siostrzyczkę. Moje kochane maleństwo. Na miękkich nogach podchodzę bliżej. Ciężko oddycha, patrząc otępiale na sufit. Na jej białej koszulce przeziera czerwona, powiększająca się plama. Zdejmuję opaskę z ramienia i zakładam ją na ranę. Basia przygląda się mi z apatią, po czym wydaje z siebie ostatnie tchnienie. Chlipię, gdy zamykam na zawsze jej dziecięce oczy. Gdybym wtedy wzięła siostrzyczkę ze sobą, to z pewnością by dalej żyła…”

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojejku! Anne i Karl są dla siebie stworzeni po prostu. Zdecydowanie słodko się teraz zrobiło, ale nie przeszkadza mi to. O tej dwójce mogę nawet trzysta takich słodkich rozdziałów czytać. ^^
    Huh, pan Wellinger.. Dlaczego mam przeczucia, że teraz będzie stawał na głowie, by wepchnąć się pomiędzy Karla i Anne?
    Rozdział świetny! Czekam na 11.
    Buziaki. ;*

    OdpowiedzUsuń