środa, 17 lutego 2016

7.

Anne
Dzisiaj w pracy pojawiłam się tylko by pozbierać swoje rzeczy z gabinetu. Długo się nim nacieszyłam, nie ma co... Ciekawe gdzie ja teraz znajdę pracę... Nawet nie byli łaskawi żeby podać powód. Może chodzi o to, że bezbłędnie przepisuję zabiegi i ludzie nie muszą wydawać kupy kasy na kolejne wizyty? Śmieszne...
Zamknęłam karton ze swoimi bibelotkami i wyszłam z kliniki z nikim się nie żegnając. Andreas widząc mnie od razu wysiadł z samochodu i podbiegł żeby wziąć karton.
-Poradziłabym sobie. - westchnęłam ciężko patrząc na niego.
-Daj spokój. Wsiadaj – usłyszałam jego troskliwy głos. Czy on faktycznie się mną bawił? Byłam dziewczyną na tydzień? Właściwie to nie jesteśmy parą. Westchnęłam ciężko i usiadłam na miejscu pasażera. - Biorę cię na pyszną białą czekoladę. - powiedział jak tylko z powrotem wsiadł na swoje miejsce. Kiwnęłam głową z lekkim uśmiechem. Wiedział, czego mi było trzeba w tym momencie. Zapięłam pasy i spokojnie obserwowałam drogę przed nami.

Wellinger
Chciałem jej pomóc. Widziałem jej smutek. Starała się trzymać, jednak widziałem w jej oczach prawdziwe uczucia, które kryła w sobie. Na szczęście gorąca, biała czekolada okazała się idealnym lekarstwem. W jej tęczówkach znowu zamigotały wesołe iskierki a na usta powrócił delikatny uśmiech. Cieszyłem się, że wpadłem na taki pomysł.
-Pani doktor. A kiedy będę mógł wrócić do treningów? Już? Teraz? - zapytałem z uśmiechem patrząc na nią. Zerknęła na mnie.
-Jakiś ty narwany. - zaśmiała się cicho. Ohoho, serducho, uspokój się. Przełknąłem cicho ślinę oddychając głęboko.
-No co? Już chcę skakać. - powiedziałem czując wyskakujące rumieńce na policzki. O matko.
-Jeszcze trochę wytrzymasz Andreas – uśmiechnęła się delikatnie. Pokiwałem delikatnie głową. Wziąłem łyka ze swojej filiżanki. Usłyszałem jej cichy śmiech.
-Co? - zapytałem zdezorientowany.
-Ubrudziłeś się. - powiedziała przez śmiech i serwetką delikatnie wytarła mój nos. Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Co ona ze mną robi? O rany, Wellinger... Nie, nie mogłem się zakochać.

Geiger
Od rana Werner męczył nas na treningu. W tym momencie zazdrościłem Andreasowi, który w tym momencie był na rehabilitacji i leżał rozluźniony i masowany przez Annę. Zacisnąłem delikatnie szczękę. Byłem zazdrosny o tego gnojka. Zawsze mi podbierał dziewczyny. Bałem się, że również moja pani doktor ulegnie w końcu jego jakiemuśtamwyimaginowanemu urokowi. Jeżu święty, o czym ja myślę.
Właściwie to kazałem jej o mnie zapomnieć, a ja tu takie rzeczy sobie wymyślam... Karl, chłopie, idź ty po rozum do głowy. Westchnąłem ciężko przeskakując kolejne słupki. Wyskok, lot, lądowanie. Wyskok, lot, lądowanie. Zaczynało mi się to już nudzić. Modliłem się o jak najszybszy koniec tych wernerowych tortur. Ileż można, ty austriacki skubańcu?!

Jak zwykle najdłużej zbierałem się po treningu. Schuster chyba nie do końca świadomy mojej obecności rozmawiał z całym sztabem.
-Słuchajcie... Za niedługo zaczyna się sezon. A my nadal nie mamy dobrego fizjoterapeuty w kadrze. Ktoś musi z nami jeździć. - powiedział zdecydowanym głosem trener. Usiadłem bezszelestnie na ławce i podsłuchiwałem. Ja, grzeczne dziecko niemieckich skoków, które nigdy nic nie zrobiło wbrew trenerowi... Dopiero po chwili dotarł do mnie sens słów Wernera. Zielona lampka zapaliła się w moim umyśle. I tylko jedno imię. Anne!
-A jakby tak przekupić tą lekarkę? W końcu udało się jej postawić Karla na nogi. A i Wellinger czuje się coraz lepiej. - powiedział ktoś. Nie wiem kto, bez przesady żebym po głosie poznawał...
-Załatwcie mi do niej numer. Albo adres. Trzeba z nią porozmawiać. - usłyszałem decyzję Wernera. Miałem mieszane uczucia co do tej decyzji. Z jednej strony cieszyłem się, że będę ją widywał. A z drugiej... Cholera. Jestem idiotą.
Jakby nigdy nic wyszedłem z szatni wpatrzony w telefon, udając że niczego nie słyszałem.
- Karl, poczekaj. - powiedział poważnie Schuster. Zamarłem. Wziąłem głęboki oddech i odwróciłem się z pytającym wzrokiem wlepionym w trenera. - Podaj mi numer telefonu do Anne. - usłyszałem w końcu. Znalazłem te kilka cyfr w spisie kontaktów i podyktowałem mu.
W środku miałem nadzieję, że blondynka wybierze pracę w prywatnej klinice, niż z nami.
Wiedziałem, że jakbym nadal o nią walczył to doszłoby do rękoczynów między mną a Wellingerem.
Nie mogłem jej wciągać pomiędzy nas.
To nie była jej wina.
Tylko by cierpiała...



Witam, witam.
Nadrabiam rozdzialiki u Was, bo Zakopane mnie zabiło.
Tutaj akcja powoli się będzie rozkręcać, to wam gwarantuję ;)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

4 komentarze:

  1. Jestem!
    Bardzo fajny rozdział i chyba faktycznie akcja zaczyna nabierać coraz jaśniejszych kolorów. I to mi się podoba ^^
    No no, Karl widać, że jest w bojowym nastroju. Coś mi się wydaje, że tak łatwo nie odpuści. A Wellingerowi to już na pewno. Oby tylko Andi jeszcze nam czegoś nie zmalował.
    Czekam!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Przybyłam ! :) Jej Andi jaki słodki <3 Trochę szkoda Karla ale w sumie sam poprosił by dała mu spokój... Kibicuje Andiemu tylko żeby jej nie skrzywdzil :-* Weny życzę i pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja kibicuję Karlowi <3
    mam nadzieję, że ogarnie ten swój kościsty tyłek i zawalczy o Anne. warto.
    przepraszam za beznadziejny komentarz :(
    czekam na kolejny, buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku! Mam nadzieję, że Karl powalczy i odkręci wszystko z Anne.
    Czekam na kolejny
    Zuzia xx

    OdpowiedzUsuń