środa, 10 lutego 2016

6.

Wellinger
Od razu zauważyłem, że coś jest nie tak. Siedziała ponura. Nie uśmiechnęła się.
-Cześć. Jednak to ty pomożesz mi powrócić na szczyt? - uśmiechnąłem się do niej delikatnie mając nadzieje, że jakoś znajdę sposób aby poprawić jej humor.
-Tak zdecydowałam – powiedziała cicho – przebierz się w krótkie spodenki. Poćwiczysz trochę a później zrobimy rozluźniający masaż. - w mojej głowie już powstały obrazy. Uśmiechnąłem się do siebie zacierając dłonie. Szybko ubrałem sportowe spodenki i ruszyłem za nią na salę gimnastyczną. Rozejrzałem się po sprzętach po czym spojrzałem na drobną blondynkę. W mojej głowie pojawiały się kolejne obrazy. Obrazy niczym z pornosów. Och, co ta dziewczyna ze mną robi? Nie ważne, i tak będzie kolejną na tydzień. Może poudaję trochę dłużej.
-Andreas czy ty mnie słuchasz?! - zapytała już nieco zirytowana. Delikatnie drgnąłem patrząc na nią z przepraszającym uśmiechem. Warknęła cicho i od początku tłumaczyła mi wszystkie ćwiczenia. Nadzorowała mnie. Jak trener gdy miałem 6 lat. Ale nie powiem, podobało mi się to. Dotyk jej delikatnych dłoni na mojej skórze.
STOP WELLINGER.
Kompletnie zdurniałeś, durniu ty?
Nie zakochuj się w niej, idioto!

Anne
Wellinger od początku zachowywał się dziwnie. A na sali przeszedł samego siebie. Wiem dobrze, że nie płaci za tą rehabilitację małych pieniędzy a jednak całkowicie ma mnie gdzieś. Niby ćwiczy... No dobra, przykłada się do ćwiczeń. Kompletnie mnie nie słuchając. I to mnie irytuje. Karl przynajmniej słuchał. I rozmawiał. Karl... Kolejny raz zamknęłam na dłuższą chwilę oczy na myśl o tym, co powiedział mi rano.
Po chwili poczułam stukanie palcem po moim ramieniu. Ocknęłam się i spojrzałam na blondyna.
-Chciałeś coś? - zapytałam ze słodkim uśmiechem. Parsknął śmiechem.
-Odgrywasz się za moje niesłuchanie? - zapytał z figlarnym uśmiechem. Myślał, że na niego lecę, czy o co chodzi?
-Tak, dokładnie Wellinger – powiedziałam z westchnieniem i spokojnie masowałam jego kolano, udo i łydkę. Nagle poczułam jak chwyta mnie za nadgarstki i ciągnie na siebie. - Czyś ty na głowę upadł? - warknęłam szybko się odsuwając.
-Nie... Dlaczego tak myślisz? - zaśmiał się cicho patrząc na mnie i z powrotem mnie do siebie przyciągnął.
-Wellinger... Puść mnie, dobrze ci radzę. - powiedziałam ostro patrząc w jego wesoło migoczące tęczówki. Co on sobie ubzdurał w tej swojej pustej głowie? Karl miał rację. W co ja się wplątałam? Jakoś udało mi się wysunąć z jego ramion i odetchnęłam z wielką ulgą. - Myślę, że na dziś już skończymy. - powiedziałam poważnie myjąc ręce z maści nawet na niego nie patrząc.


Wellinger
Przyszedłem do chłopaków na trening. Nudziłem się w domu a tak przynajmniej się czymś zająłem. Łaziłem bez celu pomiędzy nimi.
-Wellinger orientuj się! - usłyszałem krzyk Wanka więc odwróciłem się w jego stronę. Wielka kula śniegu trafiła prosto w mój idealny nos. Zamknąłem oczy licząc do 10. Nie pomogło. Do 20. Nie pomogło.
-Kurwa Wank! - krzyknąłem wściekły strzepując śnieg z twarzy i patrząc na uśmiechniętego szeroko bruneta. Szybko uformowałem swoją kulkę i rzuciłem mocno. Niestety zdążył się uchylić. Poczułem wibracje w telefonie. Odblokowałem ekran i uśmiechnąłem się szeroko widząc wiadomość od mojej pani doktor. No nie tak całkowicie mojej, ale... może mi się uda.
~Zachowuj się!~ zaskoczony wpatrywałem się w wyświetlacz. O co chodzi? Rozejrzałem się zdezorientowany i dostrzegłem ją na trybunach. Siedziała zamyślona, wpatrzona w skocznie. Machnąłem lekceważąco ręką na Wanka i pobiegłem w jej stronę.
-Co tu robisz? - zapytałem spokojnie siadając koło niej.
-Tak przyszłam popatrzeć. - powiedziała cicho i spojrzała na mnie ze łzami w oczach. - dostałam dzisiaj wypowiedzenie... - wyszeptała łamiącym się głosem.
Zapadła cisza.
-Co?! - wykrztusiłem po chwili patrząc na nią wielkimi z niedowierzania oczami. Pokiwała tylko głową nie mogąc wydusić z siebie słowa. Mocno ją do siebie przytuliłem. Po chwili poczułem jak obejmuje mnie rękami i szlocha w moją kurtkę. Machinalnie zacząłem gładzić jej włosy. - Gdzie masz czapkę? - zapytałem troskliwie.
-Nie wiem. - wykrztusiła przez łzy. Westchnąłem ciężko i nałożyłem jej swoją nadal nie wypuszczając jej z objęć.
Coś było nie tak.
Moje serce waliło jak zwariowane.
Czy to możliwe że...
Nie. To zawsze ja byłem zdobywcą.
Role się odwróciły?
„Karma wraca”...




Popastwię się nad biednym Wellingerem. Taka żem jest okrutna!
Zima wróciła, moja wena również.
A co ty wyżej nawet mi się podoba :D

Buziole :*

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

5 komentarzy:

  1. No i Welli wpadł :-P A dlaczego zwolnili Panią doktor? Poczekamy, zobaczymy :) Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szósteczka i u mnie :) Zapraszam -> -> http://just-smile-like-you-meant-it.blogspot.com/ :*

      Usuń
  2. Jestem!
    Jak dla mnie rozdział jest bardzo fajny, więc nie dziwię się, że ci się podoba :)
    No no, Wellinger chyba nieźle zrobił sobie nadzieje na coś więcej. Ale... moim zdaniem trochę przesadza ze swoimi zapędami.
    Zaintrygowała mnie ta końcówka. Wypowiedzenie? Zaczyna się robić ciekawie.
    Czekam!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. hej, w końcu dotarłam :)
    Wellinger wpadł, ale tak czy inaczej strasznie mnie denerwuje.
    Tylko brakuje mi Karla, potrzebuję go tu więcej. Natychmiast! :)
    Czekam na kolejny
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest po prostu genialne. Wpadłam przypadkiem i zostaję na dłużej💗
    Wellinger się zakochał? :o
    Chcę jak najszybciej kolejny!
    Pozdrawiam i życzę weny 😘

    OdpowiedzUsuń