środa, 3 lutego 2016

5.

Anne
Następnego dnia zaraz po przybyciu do pracy wzięłam Andreasa pod swoją całkowitą opiekę. Zapewne nie spodoba się to dyrektorowi, ale miałam w dupie co o tym myśli. Chłopak był moją szansą na pokazanie, że jednak coś potrafię. Że nie jestem beznadziejnym lekarzem, za jakiego uważali mnie starsi koledzy po fachu.
Przebrana i gotowa do pracy czekałam na chłopaka z bujną blond czupryną. Po chwili drzwi gabinetu otworzyły się gwałtownie i zamknęły z hukiem.
-Andreas nie musisz tak od razu walić drzwiami – powiedziałam spokojnie i odwróciłam się od okna w stronę drzwi i stanęłam jak wryta widząc Geigera – co ty tu robisz? - zapytałam zaskoczona.
-Anne... Musimy porozmawiać o Andreasie – powiedział poważnie. Podniosłam zaskoczona brwi do góry patrząc w jego czekoladowe tęczówki. Z niechęcią poczułam, że moje serce przyśpiesza. Czy on nas wczoraj widział? Podszedł do mnie. Tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Dlaczego chcesz o nim rozmawiać? - zapytałam delikatnie zachrypniętym głosem. Widziałam w jego oczach wahanie. W końcu odwrócił wzrok i zacisnął usta.

Geiger
-Myślisz, że uda ci się stworzyć z nim szczęśliwy związek? Widziałem was na skoczni. Nie uda ci się tak łatwo go omotać. On zdradzał każdą dziewczynę z którą był ponad tydzień. Nudził się nią. I rzucał. Dupek – warknąłem wściekły
-Karl... o czym ty mówisz? - zapytała drżącym ze zdenerwowania głosem
-Anne... Nie udawaj że Wellinger nie zawrócił ci w głowie – powiedziałem poważnie odwracając się do niej. Pokręciła przecząco głową. Zapaliła mi się jakaś żarówka w głowie. Czy to była moja szansa? Skoro Wellinger nie rzucił na nią jeszcze swojego uroku... Może mam szansę?
-Karl... Andreas jest moim kolejnym pacjentem. Mam nadzieję, że gdy on powróci do zdrowia to inni zobaczą we mnie lekarza, a nie głupią blondynkę która trafiła tu przez przypadek. - powiedziała spokojnie. Wiedziałem do czego chciałaby nawiązać. Ale nie poruszyła tego tematu. Brakło jej odwagi? Nie chciała mnie urazić? Bez zastanowienia mocno ją przytuliłem. Chłodna kalkulacja zawiodła w tym przypadku.
-Przepraszam Anne... Ja naprawdę przepraszam – powiedziałem cicho trzymając ją w swoich ramionach bardzo mocno. Spojrzałem jej w oczy. Te wesołe iskierki. Nadzieja. Wszystko było wymieszane ze sobą. Poplątane. Tak jak moje myśli w tej chwili. Nie chciałem przerywać tego wszystkiego. Jednak mój mózg zaplanował to inaczej. - To nie ma sensu... Zapomnij o mnie. - wyszeptałem i jak najszybciej uciekłem z jej gabinetu.

Anne
Bezsilna opadłam na krzesło próbując zebrać myśli.
Dawno nie zadurzyłam się tak mocno.
Fakt, był moim pacjentem. To nieetyczne.
Serce nie sługa.
Mogłam pilnować swojego umysłu.
Jestem w końcu lekarzem.
Wiem, że miłość to tylko reakcja chemiczna w naszym mózgu.
Zawsze byłam zdania, że takie uczucie jest śmieszne, że nigdy mnie nie dopadnie.
A tu bach.
Zjawiło się chude straszydło ze swoimi oczami, w które mogłabym się wpatrywać całymi dniami.
A teraz? „Zapomnij o mnie”. Cały czas słyszę echo jego słów.
Karl. Jak mi powiesz, jak zapomnieć, to zapomnę.
Nie będę się narzucać. Ja nie z tego rodzaju.
Po chwili drzwi ponownie się otworzyły i do środka wszedł uśmiechnięty Andreas. Podniosłam na niego wzrok. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami chcąc powstrzymać łzy, które uparcie cisnęły się na moje policzki.






Dzisiaj krótko, egzamin zniszczył mój mózg.
Nie zabijajcie mnie za ten rozdział.
Trochę zmieniłam koncepcję tego opowiadania.

Buziole :*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ


4 komentarze:

  1. Rozdział mi się osobiście podoba.
    Lubię Twoje opowiadanie.
    Pozdrawiam Cię i czekam na kolejny z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem!
    Ja tam nie mam za bardzo za co cię zabijać, bo rozdział jest fajny. Nie wiem, co ci się w nim nie podoba :)
    Karl zaskoczył mnie nie tylko swoją bezpośredniością, ale też i tymi ostatnimi słowami. Tak łatwo się poddał? Po prostu zapomnij o mnie? Kurde, chłopaku, bierz się za siebie i walcz! Tym bardziej, że Anne wyraźnie nie potrafi o nim zapomnieć...
    Czekam!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zabijemy, bo rozdział świetny! Nie narzekaj, bo nie masz na co. :)
    Oj, Karl. Nie możesz się poddawać.
    Anne nie zapomni i wiem, że on również. Tylko Wellinger niech się ogarnie, bo psuje wszystko. Przecież doskonale widzi jak ta dwójka szaleje za sobą.
    Czekam na kolejny.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh a co tu się dzieje? :) Czekam jak potoczy się dalej :* No i zapraszam do mnie http://just-smile-like-you-meant-it.blogspot.com/ - na rozdział 5 :) Buziole :*

    OdpowiedzUsuń