wtorek, 26 stycznia 2016

4.

Anne
Tuż przed 17 stanęłam pod bramą skoczni.
-Przecież to jakieś szaleństwo – mruknęłam do samej siebie i już chciałam się odwrócić kiedy usłyszałam głos Karla
-A ty co tu robisz? - czy ja usłyszałam chłód w jego głosie? O nie, kolego. Tak się bawić nie będziemy!
-Przyszłam na zaproszenie Andreasa – powiedziałam pewnym głosem patrząc wyzywająco na chłopaka.
-Aha... – uśmiechnął się do mnie sztucznie. Wzięłam to za objaw wrogości. Zacisnęłam mocno szczękę i bez słowa odwróciłam się od niego i napisałam szybko smsa do blondyna. Po chwili usłyszałam ciche kroki za sobą. Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam blado.
-Wiedziałem, że przyjdziesz – uśmiechnął się szeroko.
-Gdybym wiedziała, że Karl mnie bardzo ciepło przywita to bym siedziała w swoim mieszkaniu oglądając kolejny z rzędu serial opychając się lodami – powiedziałam lodowato. Spojrzał na mnie zaskoczony więc postanowiłam go oświecić co zrobił jego kolega.


Geiger
Byłem w totalnym szoku widząc ją z Andreasem. A jednak mówiła prawdę. Tego się nie spodziewałem. Poczułem złość. Czy ja jestem zazdrosny? Przygryzłem delikatnie wargę. Właściwie zaskoczyła mnie obecność Andreasa na treningu, bowiem wiedziałem o jego zwolnieniu na kilka dni z powodu obciążenia kolana. Zamyśliłem się na chwilę. Po chwili mnie olśniło.
TO WSZYSTKO JEGO WINA!
Usiedli sobie na trybunach rozmawiając i śmiejąc się wesoło. A mogłem to być ja. Karl, przestań, o czym ty myślisz?! Ciekawe jak długo będzie się tak wesoło uśmiechać. Ja już cie przejrzałem! Niedługo już ci nie będzie tak wesoło jak wszyscy poznają twój plan...
Wściekły zarzuciłem narty na ramię i ruszyłem w kierunku windy. Wellinger zawsze był lepszy ode mnie. Tym razem mu na to nie pozwolę.

Anne
Rozmawialiśmy z Andreasem właściwie o wszystkim. Naprawdę świetny z niego chłopak. Od dawna na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. On ma w sobie coś pozytywnego. Coś, co od razu wywołuje uśmiech na twarzy.
-Patrz jak frunie. Będzie daleko – powiedział z szerokim uśmiechem pokazując palcem lecącego w powietrzu kolegę. Uśmiechnęłam się lekko podziwiając szybującą w powietrzu sylwetkę. To było coś magicznego.
-Wow, ja też bym tak chciała. Zobaczyć jak to jest... Poczuć taką wolność w powietrzu – uśmiechnęłam się rozmarzona i spojrzałam na blondyna. - Jednak zostaje mi tylko karuzela – westchnęłam cicho i usłyszałam jego śmiech. Spojrzałam na niego z podniesionymi brwiami.
-Karuzela to nie jest to samo. - usłyszałam w odpowiedzi.
-Zepsułeś moje marzenia że kiedyś poczuję taką wolność... - westchnęłam ciężko patrząc na niego zrezygnowana.
-Przepraszam – powiedział smutnym głosem. Głośno wciągnęłam powietrze kiedy mnie objął i przytulił do siebie.
-Co... ty... właściwie... robisz...? - mruknęłam niepewnie i odwróciłam twarz w jego stronę. Był zaledwie kilka centymetrów ode mnie. Obdarował mnie pięknym uśmiechem i szybko zetknął nasze wargi razem. Zaskoczona na początku nie zareagowałam. - Andreas... - mruknęłam delikatnie się od niego odsuwając i spuściłam wzrok w dół.
-Anne... przepraszam. Poniosło mnie... - powiedział cicho, jednak nie wypuścił mnie ze swoich objęć. Nie odważyłam się podnieść wzroku do góry.


Wellinger
Cholera, chyba się trochę za bardzo pośpieszyłem. Wiedziałem, że jest zadurzona w Karlu ale musiałem wykorzystać ten moment. Wiedziałem, że Karl ją widział. Wiedziałem, że nas widział. A ona nie wiedziała, że ten chłopak tak daleko szybujący to był on. Z całą pewnością widział nasz pocałunek. Uśmiechnąłem się do siebie. Znowu wygrywam, Karl. A ty dalej jesteś naiwnym, zagubionym chłopaczkiem, któremu za każdym razem brakuje języka w gębie. No chyba nie myślałeś, że sobie odpuszczę taką dziewczynę. Spojrzałem na blondynkę siedzącą koło mnie
-Już wtedy jak przyjechałem z Karlem to zrobiłaś na mnie ogromne wrażenie. Myślałem że przesadza kiedy mówił o tobie w samych superlatywach, ale wtedy tak troskliwie się nim zajęłaś... miałem nadzieję, że ze mną też tak będzie a ty... potraktowałaś mnie jak każdego zwykłego pacjenta. Łudziłem się niepotrzebnie... Karl opowiadał jak przez cały czas bycia jego lekarzem prowadzącym przychodziłaś wcześniej do pracy żeby z nim ćwiczyć... Marzyłem, że mną też się tak troskliwie zajmiesz, że zbliżę się do ciebie... - wyszeptałem drżącym głosem. O tak, byłem idealnym aktorem. Spojrzała na mnie. Widziałem jej wahanie.

Nie będzie łatwo Ci ją zdobyć, Wellinger. Ona uległa Karlowi.. usłyszałem cichy głosik w głowie, kiedy wieczorem rozmyślałem o tym wszystkim.





Hmmm... kolejny rozdział, kolejne wahanie czy go opublikować...
wiem, wiem. prawie dwa tygodnie nic nie było. nie krzyczcie.
No ale... krytyka mile widziana :D

Buziole :*

2 komentarze:

  1. Hej, kochana.
    Rozdział świetny. Jakie wahania czy opublikować? Proszę Cię... świetnie piszesz i każdy rozdział jest genialny!
    Andi mnie denerwuje, mam nadzieję, że Karl wreszcie coś z tym zrobi. Przecież Anne nie będzie czekała na niego wiecznie. Ramiona Wellingera są otwarte.
    Czekam na kolejny z niecierpliwością.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem!
    Mi tam się rozdział podoba, więc wahanie chyba było zbędne :)
    Hmm... Karl mnie powoli zaczyna irytować, niech się ruszy i coś zrobi, bo przecież dziewczyna nie będzie wiecznie czekać, aż on łaskawie zrobi jakiś krok. Z drugiej strony jest jeszcze Andi, który pewnie by Ann nie pogardził...
    Czekam!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń