środa, 13 stycznia 2016

3.


Wellinger
Leżałem na swoim łóżku czytając jakąś książkę, z której i tak nic nie rozumiałem. Nagle do mojego pokoju wpadł Geiger. Wkurzony Geiger. Spojrzałem na niego i odłożyłem lekturę na bok.
-A tobie brachu co? - zapytałem z podniesionymi brwiami.
-Pomyliłeś numery idioto – warknął. Wytrzeszczyłem oczy z przerażenia patrząc na przyjaciela. - wiesz co? Myślałem że jesteśmy przyjaciółmi... Myślałem, że mogę ci zaufać. A ty tak po prostu zacząłeś podrywać Anne?! - wykrzyczał patrząc na mnie bliski furii.
-Karl to nie tak... Ja chcę ci pomóc dlatego zaprosiłem ją na dzisiejszy trening – wymyśliłem na poczekaniu patrząc na niego. Spojrzał na mnie zaskoczony. Postanowiłem w to brnąć dalej. - Wiem, że ci się podoba i wiem też, że ty nie miałbyś odwagi jej zaprosić. Dlatego chciałem to zrobić za Ciebie – uśmiechnąłem się szeroko do przyjaciela. Kiwnął lekko głową. Uwierzył mi. Co za kretyn...

Geiger
Któregoś ranka Andreas pojechał ze mną na rehabilitację. Nie sprzeciwiłem się wiedząc, że przyjaciel chce jak najlepiej dla mnie. Jego samochodem podjechaliśmy pod klinikę. Doskonale wiedziałem gdzie mam iść, więc tylko skinąłem głową w stronę recepcji i popędziłem na kolejne spotkanie z Anne... A Wellinger wpakował się za mną do gabinetu...
Widziałem, że między nimi coś się tworzy. Wellinger od początku naszej znajomości był przebojowy. Wszystkie dziewczyny były jego. Ja zawsze byłem w jego cieniu. Byłem zbyt nieśmiały... Wiedziałem, że to się tak skończy. A głupi wierzyłem że może się uda...

Anne
-Wnoszę o zmianę lekarza prowadzącego – powiedział pod koniec zaplanowanych ćwiczeń i spojrzał na mnie.
-Co? - spojrzałam na niego całkowicie zszokowana. Doszukiwałam się w jego twarzy oznak, że żartuje. Nie... On mówi całkiem poważnie... Zamilkłam. Andreas patrzył na niego chyba równie zaskoczony jak ja. Karl dość szybko podniósł się z maty i wziął swoją bluzę wiszącą na szczebelkach. Wyciągnął za sobą Wellinger i wyszedł trzaskając za nimi drzwiami.
Poczułam łzy zbierające się pod powiekami. Co zrobiłam nie tak? Starałam się go wspierać, każdego dnia pojawiałam się wcześniej żeby tylko nadzorować jego postępy... Czy za bardzo przejęłam się jego losem? Usiadłam na kozetce spuszczając głowę w dół i siedziałam otępiała...


Geiger
-Karl.. co ty właściwie wyprawiasz? - zapytał poważnie Andreas patrząc na mnie.
-Zmieniam lekarza. - powiedziałem poważnie zaciskając zęby.
-Dlaczego? - zapytał patrząc na mnie z niedowierzaniem. Pokręcił lekko głową. - przecież jeszcze niedawno gadałeś tylko o niej... chwaliłeś ją, cieszyłeś się ze współpracy... a teraz co? Chcesz ją wymienić na jakiegoś starego zgreda? - zapytał ostro patrząc na mnie. Pokiwałem spokojnie głową i złożyłem w rejestracji odpowiednie pismo.
Kilka dni później wpadłem na nią w klinice. Nasze spojrzenia się spotkały. Szybko jednak odwróciła wzrok i ruszyła w swoim kierunku wciskając dłonie w kieszenie fartucha. Westchnąłem cicho i usiadłem pod gabinetem czekając na kolejne zabiegi. Mój nowy doktor nie otoczył mnie tak troskliwą opieką, jak ona. Zlał mnie całkowicie stwierdzając, że przepisane przez blondynkę zabiegi są prawidłowe i powinny mi pomóc. Więc tak chodziłem codziennie i odbębniałem kolejne zabiegi odliczając czas do zakończenia rehabilitacji.


Anne
Kilka tygodni później Karl zakończył rehabilitację a całe pochwały za jego powrót do sprawności otrzymał kto? Oczywiście, że to nie byłam ja. Wściekła jak osa wyszłam z zakończonego zebrania. Dlaczego ktoś inny skorzystał na tym wszystkim? Dlaczego szef nie uwzględnił mojej początkowej pomocy? Przecież on dokończył zabiegi, które mu wypisałam własnoręcznie. Trzeba było siedzieć w tej cholernej Polsce, nie wyjeżdżać na zagraniczne studia... Gnić w jakiejś podrzędnej przychodni... Ależ nie. Zamarzyła mi się wielka kariera. No to mam co chciałam.
Zła weszłam do swojego gabinetu i usiadłam na fotelu. Po chwili na laptopie wyskoczyła informacja o czekającym pacjencie. Burknęłam pod nosem ciche przekleństwo i otworzyłam drzwi wcześniej nie czytając danych pacjenta.
-Zapraszam – powiedziałam siląc się na uprzejmy ton głosu i spojrzałam na swojego pacjenta. Westchnęłam ciężko zrezygnowana widząc czekającego kolegę Karla. - Proszę usiąść – powiedziałam oficjalnie wskazując krzesło i otworzyłam wstępną dokumentację. - Proszę mi powiedzieć na czym polega ten dyskomfort w kolanie podczas wysiłku. - spojrzałam na chłopaka.
-Nie udawaj że mnie nie poznajesz – powiedział spokojnie patrząc na mnie. Uniosłam brwi do góry.
-Poznaję. Nie zmienia to jednak faktu, że jestem lekarzem i skoro przychodzą do mnie ludzie z problemami, to staram się je rozwiązać – powiedziałam spokojnie patrząc na niego. Westchnął ciężko i opowiedział o swoim odczuciu w kolanie. Spokojnie go zbadałam. - Kolano jest delikatnie przeciążone. Myślę że kilka masaży na rozluźnienie powinno pomóc. I kilka dni odpoczynku. - powiedziałam spokojnie patrząc na blondyna. Pokiwał ze zrozumieniem głową. Zaczęłam spokojnie wypisać kartę a później skierowanie na zabiegi. Czułam się uważnie obserwowana przez niego.
-Ja naprawdę nie wiem, dlaczego Karl cię zmienił na innego lekarza – przyznał po chwili. Spojrzałam na niego. Siłą woli powstrzymałam łzy.
-Dla mnie to skończony incydent. Mam nadzieję że czuje się już lepiej i trenuje w pełni – powiedziałam oficjalnym tonem patrząc wprost w tęczówki chłopaka.
-Może przyjdziesz zobaczyć go w akcji? - zaproponował czym całkowicie mnie zaskoczył – dzisiaj o 17 mamy trening na skoczni... Wiem, że wcześniej kończysz pracę i dasz radę wpaść. Tu jest mój numer, napisz jak będziesz przed wejściem to wyjdę po ciebie – uśmiechnął się podsuwając mi karteczkę z kilkoma cyframi. Zabrał swoje skierowanie i lekkim krokiem wyszedł z gabinetu posyłając mi szeroki uśmiech po czym zamknął za sobą drzwi. Siedziałam oniemiała dopóki do drzwi nie zapukał kolejny pacjent. Schowałam karteczkę z numerem i wróciłam do rutynowej pracy.



Oddaję w wasze ręce rozdział number 3.
Nie podoba mi się. Ni w kij, ni w oko.
Ale jest przejściowy.
Tak. zabijecie mnie za tego Karla... ale mam podły humor przez pechowca Lukas Muellera...
I przede wszystkim jest to wytworem podczas nauki na jutrzejszy egzamin... bez spiny, są drugie terminy!

Buziole :*

2 komentarze:

  1. Jestem!
    Jak dla mnie, jest bardzo sympatycznie, więc proszę nie narzekać :D
    Hmm... rozumiem, Karl jest zły na Wellingera, rozżalony, ale nie można się tak łatwo poddawać! Mam nadzieję, że wszystko się jakoś poukłada i jeszcze zawalczy o Anne :)
    Czekam!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, jestem.
    Przepraszam, że z takim opóźnieniem... :(
    Rozdział świetny, nie wiem jak możesz mówić, że Tobie nie.
    Karl jest zazdrosny, ale czy od razu musiał zmieniać lekarza? Jest zły na Andreasa, ale nie może się poddawać! Nie wolno mu!
    Czekam na kolejny ;)
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń