środa, 6 stycznia 2016

2.

Geiger
Po kilku tygodniach wróciłem na skocznię. Pierwsze skoki oddawałem asekuracyjnie na dwie nogi. Później poczułem się pewnie. Pomału dokładałem coraz mocniejszy telemark. Aż w końcu przesadziłem. Kolano przeszył ból. Upadłem. Chwyciłem się za bolącą część ciała.
-Zadzwoń do Anne. Niech tu przyjedzie – wymamrotałem do Wellingera, który popatrzył na mnie jak na debila.
-Tobie jest potrzebny chirurg a nie rehabilitant, który w takim stanie pozwolił ci skakać – warknął zły.
-Ona mi nie pozwoliła. Ściemniłem to! - powiedziałem wściekły – nie mogłem już wytrzymać bez skoków! Błagam cię, zadzwoń po nią. - wyjęczałem zwijając się z bólu.
-Ona ma pewnie w tej chwili pacjentów. Co ty sobie wyobrażasz? Myślisz że przyjedzie tu specjalnie dla ciebie? Karl, obudź się chłopie – powiedział poważnie patrząc na mnie. Fakt, miał rację. Miał cholerną rację. Jednak w tamtej chwili nie chciałem przy moim boku innego lekarza niż Anne.
-To mnie chociaż zawieźcie do tamtej kliniki. Nie chcę się leczyć u innego lekarza – powiedziałem stanowczo.
-Szlag by cię trafił Geiger – burknął Wellinger pomagając mi się pozbierać i zapakował mnie do swojego samochodu.


Anne
-Pani doktor. Pilny przypadek. Pacjent leży w zabiegowym – powiedziała nieco zirytowana dziewczyna z recepcji wchodząc do mojego gabinetu. Spojrzałam na nią jak na wariatkę. No cóż, nie mam pacjentów to biorę pilne przypadki. Westchnęłam ciężko i wyszłam zamykając za sobą swój gabinet. Pomyślałam o postępach Karla w rehabilitacji. Jeszcze chwila i będzie mógł w pełni wrócić do treningów. Musimy jeszcze podbudować mięśnie w kontuzjowanej nodze... Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym pozytywnym, nieco nieogarniętym chłopaku. Dzięki niemu wstawałam do pracy z uśmiechem na ustach. Weszłam do gabinetu zabiegowego i stanęłam jak wryta. Mój ulubiony pacjent leżał na kozetce trzymając się za kolano w kombinezonie w asyście wysokiego blondyna, który na kombinezon miał założoną jedynie kurtkę.
-Karl... coś ty zrobił? - wykrztusiłam przerażona podchodząc do niego i spojrzałam na niego – skakałeś? - warknęłam zła jak się opanowałam – przecież ci do cholery jasnej zabroniłam! - podniosłam głos
-Boli mnie – wyjęczał ze łzami w oczach. Przymknęłam powieki i odetchnęłam głęboko.
-Musimy ściągnąć kombinezon. - mruknęłam i z pomocą jego kolegi ściągnęłam z niego materiał i delikatnie badałam kolano. Przygryzłam wargę i zrobiłam mu USG. - Wiesz, że nie jest dobrze? - zapytałam patrząc na niego z poważnym wyrazem twarzy. Widziałam przerażenie w jego oczach. Postanowiłam mu dać nauczkę za niesłuchanie własnego lekarza. - Musimy pilnie wykonać operację. Nie gwarantuję powrotu do skoków. Kilka tygodni spędzisz na wózku. Później chodzenie o kulach. Długie miesiące rehabilitacji...
-Karl... Chyba musisz się zgodzić. Nie ma wyjścia – powiedział niepewnie blondyn patrząc na kumpla. Brązowe tęczówki Geigera ponownie się zaszkliły. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
-Szlag by cię trafił Geiger. Nic ci nie jest. Przeciążyłeś kolano. - powiedziałam patrząc na chłopaka z niemal czułym wzrokiem. Obłożyłam mu kolano chłodnym okładem.


Wellinger
Spojrzałem na nią. Swoimi drobnymi dłońmi delikatnie trzymała okład przy nodze Karla.
-Chcesz zastrzyk przeciwbólowy? - dotarł do mnie jej spokojny głos. Zerknąłem na nich. Patrzyła na niego swoimi przejmująco niebieskimi oczami z... czułością? A to ci psikus... Lekarka zakochana we własnym pacjencie. Zaśmiałem się w myślach.
Geiger kiwnął delikatnie głową więc blondynka spokojnie wstała i podeszła do jednej z szafeczek wyciągając małą ampułkę i strzykawkę. Przelotnie na mnie spojrzała.
-Możesz usiąść. - uśmiechnęła się wskazując stojący pod drzwiami stołeczek. Kiwnąłem delikatnie głową obserwując jej ruchy. Zdjęła okład z kolana Karla, delikatnie je dotykała i w odpowiednie miejsce wbiła igłę podając mojemu kumplowi znieczulenie.
-Lepiej już? - zapytałem automatycznie chcąc przerwać ciszę. Karl spojrzał na mnie z widoczną niechęcią odlepiając wzrok od swojej pani doktor. Podniosłem brwi do góry. Czyżby coś między nimi było?
-Tak. Dziękuję że mnie tu przywiozłeś – powiedział z lekkim uśmiechem patrząc na mnie. Blondynka spojrzała na mnie z delikatnym i łagodnym uśmiechem. Nie dziwię się, że Karl się zauroczył jej osobą. Naprawdę była śliczna. I do tego pewnie mądra. Bo jakby nie była to by nie pracowała w tej klinice. No proszę, cóż za przemyślenia Wellinger...
W końcu Geiger był w stanie samodzielnie wstać dzięki masażowi, który zrobiła mu Anne. Podałem mu jego kombinezon i kurtkę. Chciałem go o coś zapytać, jednak z tym wolałem poczekać aż blondynka nas nie będzie słyszeć. Przepuściłem Karla w drzwiach wiedząc że pani doktor jeszcze coś robi za moimi plecami.

-Wellinger? - zapytała poważnym głosem. Odwróciłem się do niej zaskoczony – Pilnuj go żeby nie skakał, proszę. - powiedziała cicho patrząc mi w oczy. Zauważyłem idealne, ciemne obwódki wokół jej tęczówki. Kiwnąłem delikatnie głową. - I następnym razem nie patrz tak na mnie, to naprawdę rozprasza – uśmiechnęła się szeroko. Przeczesałem nerwowo włosy zażenowany całą sytuacją. Zaśmiała się cicho dezynfekując sprzęt. Szybko wyszedłem z sali i dogoniłem kuśtykającego Karla...




Witam Was z kolejnym rozdziałem!
Wprowadziłam Wellingera, cieszycie się, prawda? :D
Zmieniłam koncepcję wszystkiego po głębszych, filozoficznych przemyśleniach na kacu po Nowym Roku. 
Mam nadzieję, że wam się spodoba ten rozdział.

Buziole :*

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

4 komentarze:

  1. Hej, jestem ;)
    Rozdział mistrzowski! Och, Karl. Coś Ty najlepszego zrobił?
    Hm... zastanawiam się jaką rolę odegra tu Andreas.
    Czekam z wielką niecierpliwością na kolejny i tym samym zapraszam do mnie na jedynkę (informowałam Cię?): i-have-never-felt-this-way.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Melduję się :)
    Bardzo sympatyczny rozdział, jak najbardziej na plus ^^
    Ledwo rozpoczęła nam się historia, a Karl już musiał coś wywinąć. Aż się boję, co będzie dalej, bo na pewno jeszcze nie jeden raz coś się wpakuje :)
    No no, czyżby pan Wellinger miał jakoś znacząco wpłynąć na rozwój akcji? :)
    Czekam!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Wreszcie się zebrałam, żeby skomentować! :D
    Karl, dziecko drogie, co z tobą nie tak? :c
    Nawet mimo obecności Wellingera, czytało mi się to całkiem przyjemnie :D
    Dużo weny, buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mnie cieszy obecność Andiego w tym opowiadaniu ^^ Zaglebie się dalej :* Buziaki :* :*

    OdpowiedzUsuń