poniedziałek, 28 grudnia 2015

1.


Po chwili w systemie wyświetliło mi mojego pacjenta. Zerknęłam na jego dane i prawie wyplułam na monitor pity sok. Karl? Karl Geiger?! Czy ja śnię?! Niech mną ktoś potrząśnie i obudzi! Przecież to nie może być prawda... czytałam wprawdzie o jego kontuzjach ale... to na pewno sen.
O rany. Przecież on siedzi przed gabinetem.
Szybko wstałam od biurka i otworzyłam drzwi. Siedział tam ze spuszczoną głową wpatrzony w telefon.
- zapraszam – powiedziałam uprzejmym głosem, mając nadzieję że nie zadrżał. Spojrzał na mnie swoimi ciemnymi tęczówkami.
**
Usłyszałem głos ropuszki i podniosłem wzrok do góry. O kurde. Tego się nie spodziewałem. W drzwiach gabinetu stała młoda dziewczyna. Na oko w moim wieku. Całkiem zgrabna. Po chwili zauważyłem jej niepewny wzrok. No tak. Pewnie wyglądam jak debil gapiąc się tak na nią. Wspaniałomyślny Karl... Westchnąłem cicho i podniosłem się z wygodnej kanapy i wszedłem do gabinetu. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie i wskazała krzesło stojące po drugiej stronie biurka. Usiadłem posłusznie.
- A więc słucham pana – usłyszałem i napotkałem jej spojrzenie. Otworzyłem usta żeby coś powiedzieć ale nie bardzo wiedziałem od czego zacząć więc od razu je zamknąłem. Siedziała spokojnie czekając na moje słowa. Ma kobieta cierpliwość.
- No więc... boli mnie kolano – wydukałem w końcu. Kącik jej ust delikatnie uniósł się do góry. Zrobiłem z siebie debila, prawda? No pani doktor, niech pani to przyzna...
- No dobrze. Proszę się położyć. - uśmiechnęła się wskazując kozetkę. Chyba się domyśliła, że nic więcej z siebie nie wykrztuszę. Położyłem się spokojnie a ona w tym czasie spokojnie wypisywała coś na mojej karcie. Już to widzę – 'niemowa, gbur, idiota jakiś totalny...'. Na pewno tak wypisuje. Po chwili delikatnie odsunęła krzesło i podeszła do mnie. Miała przyjemnie chłodne dłonie którymi delikatnie badała moje kolano. Obserwowałem jej skupienie na twarzy. - zerwane więzadła krzyżowe, po zabiegu łączenia przerwanych pasm... uszkodzona łąkotka i rzepka. Duże zgromadzenie płynów w kolanie... - otworzyłem szeroko oczy. Skąd ona to wiedziała?! Przecież nie widziała historii mojej choroby. Czy to jest lekarz, który w końcu pomoże mi wyjść na prostą? Po chwili zakończyła badanie i zaczęła coś wpisywać w ten swój laptop. Usiadłem z powrotem na krześle czekając cierpliwie aż skończy. - panie Geiger. Chciałabym osobiście przeprowadzić pana rehabilitację. Czy wyraża pan na to zgodę? - usłyszałem jej głos jakby zza światów i gwałtownie podniosłem głowę patrząc na nią.
-Właściwie... to dlaczego nie... ale przecież pani jest tu tylko lekarzem... - powiedziałem zaskoczony patrząc na blondynkę.
-Skończyłam jak na razie tylko licencjat – zaśmiała się lekko patrząc na mnie – staram się jak najlepiej pomagać swoim pacjentom. Wiem, że pana rehabilitacja nie będzie łatwa. Wręcz przeciwnie. Nie będę ukrywać, że będzie wymagała mnóstwo pracy, wysiłku a przede wszystkim wyrzeczeń – powiedziała poważnie – to nie są łatwe kontuzje. Ja mogę przepisać odpowiednie zabiegi, pan je odbębni, ale kolano nadal będzie boleć. Dlatego chciałabym być przy każdym ćwiczeniu. Każdy organizm potrzebuje innych zestawów. Inaczej reaguje na zabiegi. To co pomogło panu w wieku 70 lat, może być za mało na tak obciążony staw. - zbladłem. Wiedziałem co ma na myśli. Przerwa w skokach.
**
Patrzyłam uważnie na jego reakcje. Cóż, nie będę przecież przed nim ukrywała co go czeka... również dla mnie będzie to ciężkie zadanie. W końcu to zawodnik międzynarodowej klasy. Odetchnęłam głęboko i czekałam na jego odpowiedź.
- Zgadzam się. - powiedział po chwili choć głos mu zadrżał. Kiwnęłam delikatnie głową
- Czy ma pan przy sobie zdjęcia, usg albo rezonans? - zapytała chcąc dopełnił formalności i wybrać zabiegi dla chłopaka. Po chwili już przeglądałam obraz z rezonansu przed i po operacji. Zaczęłam mu opowiadać o zabiegach, które przepiszę, dlaczego one i na co mają pomóc.
- Właściwie... Jaki tam ze mnie pan. Jestem Karl – uśmiechnął się promiennie wyciągając dłoń w moją stronę. Nie bardzo wiedziałam jak zareagować na taką otwartość niemieckiego skoczka. Po chwili się opanowałam.
-Anne – uśmiechnęłam się ściskając delikatnie jego dłoń. - Karl... - zaczęłam kiedy już chciał wyjść – pamiętaj. Trening tylko na hali... skocznia musi poczekać – powiedziałam spokojnie patrząc na niego.
-Z twoją pomocą już niedługo – uśmiechnął się radośnie i wyszedł z gabinetu. Uśmiechnęłam się do siebie i dokończyłam dokumentację po czym zapisałam ją. Oparłam się spokojnie o fotel.

Kilka dni później stałam przed kliniką zaspana paląc papierosa. Ot, mój nałóg. Miałam jeszcze chwilę przed rozpoczęciem zabiegów z Karlem. Jak na razie wszystko szło w jak najlepszym kierunku. Jeszcze chwila i wróci do pełni treningów. Opatuliłam się mocniej szalikiem i dokończyłam papierosa. Wyciągnęłam paczkę gum z torebki i weszłam do kliniki witając się ze wszystkimi. Czekał mnie długi dzień z mnóstwem pacjentów...





2 komentarze:

  1. Hej!
    Wpadłam tu przypadkiem, przeczytałam wszystko i zostaję!
    Karl jest uroczy, jeju. Nieśmiały a zarazem słodki :D
    Nie jestem wielką fanką niemieckich skoczków, ale może to się zmieni? Kto wie?
    Informuj mnie, proszę :)
    Zapraszam też do mnie na historię o Szwajcarach i-have-never-felt-this-way.blogspot.com Mam nadzieję, że wpadniesz ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaprosiłaś, więc jestem :)
    Powiem szczerze, że jeszcze nie czytałam opowiadania z Karlem w roli głównej, dlatego jest to dla mnie w pewnym sensie nowość.
    Bardzo sympatyczny rozdział. W ogóle, masz przyjemny styl pisania, wszystko dobrze się czyta :)
    Jestem ciekawa, co wydarzy się dalej. Mogłabyś informować?
    No i dziękuję za wizytę u siebie :)
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń