środa, 23 grudnia 2015

0.


W końcu się obroniłam. Spełniło się moje największe marzenie! Będę pomagać ludziom, którzy tego potrzebują! Będę pomagać odzyskiwać sprawność. Rehabilitacja to moja pasja od dawien dawna. Praca niewątpliwie będzie mi sprawiać wielką przyjemność.

Po kilku tygodniach znalazłam swoje miejsce w ogromnej, prywatnej klinice rehabilitacji. Już zaczęłam uwielbiać to miejsce. Uśmiechałam się na samą myśl, że będę tu pracować. Nastawiłam się, że pacjenci na samym początku będą mnie traktować z wielką dozą nieufności. W końcu to dzięki mojej profesji mają dojść do stanu sprzed kontuzji. Takiej rzeczy nie powierza się byle komu. Mam nadzieję, że to szybko się zmieni. Tyle lat poświęciłam na naukę. Przebyłam wiele godzin praktyk w lepszych i gorszych ośrodkach. W każdym miejscu zostawiłam zadowolonych pacjentów. Otrzymuję wiele informacji o powrotach do formy. To sprawia wiele radości. Otworzyć list albo meila i przeczytać o postępach w rehabilitacji lub o powrocie to całkowitej sprawności.

Mój gabinet w końcu skończony. Po kilku godzinach wychodzę z niego z szerokim uśmiechem na ustach. Oto zaczyna się całkowicie nowy rozdział w moim życiu!





Znowu te cholerne więzadła. Raz zerwane nie dają mi o sobie zapomnieć. Jedno złe lądowanie i wracam do punktu wyjścia. Coraz częściej myślę o zakończeniu kariery. Kocham to co robię, ale nic nie poradzę na złośliwość części mojego ciała.
Przeglądam bezmyślnie internet aż w końcu znajduję wzmiankę o prywatnej klinice rehabilitacji w mieście obok. Tam jeszcze mnie nie leczono... czy to może być moja ostatnia nadzieja? Czy tam będą w stanie mi pomóc?


Już następnego dnia stoję ze świeżo wypisanym skierowaniem przed budynkiem owej kliniki. Biorę głęboki wdech i wchodzę do środka. Oszałamiająco czysto. Rozglądam się niepewnie. W końcu biorę się na odwagę i podchodzę do rejestracji. Podaję swoje skierowanie drobnej pielęgniarce.
-Czy ma pan lekarza, który miałby się panem zająć? - zapytała spokojnie patrząc na mnie. Pokręciłem głową. Nie miałem zielonego pojęcia jacy lekarze tam przyjmują!
-Chciałbym tylko jak najszybciej dostać się na wizytę – powiedziałem szczerze. Kobieta kiwnęła głową i kliknęła parę razy na myszkę.
- Pani doktor Marrit jest teraz wolna, zapytam czy mogłaby pana przyjąć. - uśmiechnęła się delikatnie i wstała od biurka. Weszła do jednego z gabinetów skąd po chwili dotarł do moich nozdrzy delikatny zapach wanilii i lawendy. 'Pewnie jakaś stara, chytra baba' przeleciało mi przez myśl. Po chwili pielęgniarka wróciła -pani doktor pana przyjmie. Zgadza się pan? - zapytała spokojnie
- Oczywiście! - powiedziałem szybko, na co kobieta dała mi kilka papierów do podpisania. Szybko uporałem się z papierkową robotą i ruszyłem wprost pod gabinet pani doktor, która pewnie okaże się obrzydliwą starą ropuchą. Wszystko tylko dlatego że potrzebuję szybkiej porady...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz