środa, 4 maja 2016

epilog

Czekoladooki spokojnie otworzył drzwi do domu i wszedł do przyjemnie chłodnego wnętrza. Z kuchni dobiegały do jego nozdrzy smakowite zapachy a gdzieś zza domu słyszał wesoły śmiech własnego syna i poszczekiwanie ukochanego przez wszystkich domowników amerykańskiego pitbulteriera. Szybko zrzucił buty w przedpokoju, rzucając bluzę na półkę i z szerokim uśmiechem wszedł do kuchni.
-Dzień dobry, kochanie – przywitał się czule ze swoją żoną.
-Dobrze,że już jesteś. Zaraz będzie obiad. - powiedziała wesoło czule poprawiając jego włosy.
-Pomóc ci w czymś?
-Nie. Idź tylko zawołaj Niklasa. Niech umyje ręce i możemy siadać do stołu. - posłała w jego stronę czuły uśmiech. Pokiwał głową i wyszedł na taras.
-Hej Niki! Chodź myć łapki! - zawołał syna opierając się o pięknie zdobioną drewnianą barierkę.
-Idę tato! - odkrzyknął chłopczyk.

-Chwila na relaks – zaśmiała się lekko blondynka wychodząc w cienkiej piżamce na taras i usadowiła się na kolanach męża. Ten automatycznie oplótł ją silnymi ramionami w talii i mocniej do siebie przytulił opierając podbródek na jej ramieniu.
-Niklas już śpi? - zapytał spokojnie, wdychając mangowy zapach jej zestawu do kąpieli.
-Tak. Zasnął przed chwilą. - uśmiechnęła się lekko i spojrzała na męża. Cmoknęła go w policzek z radosnymi iskierkami w oczach.
-Wiesz jak bardzo cię kocham? - zapytał poważnie patrząc jej w oczy i poprawił jej mokre włosy.
-Tak bardzo bardzo? - zaśmiała się delikatnie gładząc jego policzek.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. - obdarował ją czarującym uśmiechem.
-Ale ja ciebie i tak bardziej. - powiedziała beztrosko śmiejąc się wesoło. Uśmiechnął się do niej ponownie i złączył ich wargi w czułym pocałunku.
-Karl... wiesz co? - zaczęła niepewnie kiedy w końcu się od siebie oderwali.
-Hmmm? - zamruczał wtulając twarz w jej włosy.
-Będzie trzeba wyremontować jakiś pokój... - powiedziała cicho.
-Ale po co? - spojrzał na nią zaskoczony marszcząc delikatnie brwi. Westchnęła i położyła jedną z jego dłoni na swoim brzuchu.
-Dlatego. - wydukała tylko. Geiger siedział jeszcze chwilę bez ruchu trawiąc w głowie przekazaną informację. Spojrzała na niego niepewnie bojąc się jego reakcji. Po chwili Niemiec uśmiechnął się szeroko i chwycił ją mocno wstając z krzesła i obrócił się z nią dookoła własnej osi.
-JAK CUDOWNIE! - wykrzyczał patrząc na nią szczęśliwy.
-Ciii... nie krzycz. - zaśmiała się cicho zarzucając mu ręce na szyję.
-Trudno nie krzyczeć ze szczęścia. - powiedział z wesołym śmiechem i mocno ją do siebie przyciągnął namiętnie wpijając się w jej usta.


Po raz kolejny zerknął na małą, piękną blond istotkę śpiącą w różowym łóżeczku. Jest przykryta kocykiem w słoniki. Malutkie dłonie zaciśnięte w piąstki położone ma koło głowy. Uśmiechnął się szeroko dumny. Miał kochającą żonę, piękną córkę, wspaniałych przyjaciół.
-O tu jesteś. - usłyszał cichy i ciepły szept kobiety swojego życia. Spojrzał na nią czułym wzrokiem i delikatnie kiwnął głową. Podeszła cichutko do krzesła i zaczęła masować mu spięte ramiona. Zamruczał cicho od razu rozluźniając mięśnie.
-Czas iść spać, bo jutro znowu zaśpisz na trening, panie trenerze. - zaśmiała się cicho mierzwiąc jego przydługie włosy.
-No i trudno – zamruczał podnosząc się z krzesła i poprawił kocyk swojej córki.
-Andi... Amelia będzie spokojnie teraz spała. Obudzi się dopiero koło drugiej na jedzonko. - powiedziała spokojnie przytulając się do pleców męża.
-Wiem, skarbie – zaśmiał się cicho. Odwrócił się w jej stronę i pocałował ją czule. Oddała jego pocałunek i odetchnęła głęboko.
-Kocham cię, Andreas. Wiesz o tym? - zapytała kiedy blondyn delikatnie oparł ją o ścianę w korytarzu wcześniej zamykając drzwi do pokoju córki.

-Ja ciebie też, Kath. Najbardziej na świecie. - uśmiechnął się składając namiętne pocałunki na jej ustach i przenosząc się na jej szyję.




Dobrnęłam do końca.
Mamy słodkie zakończenie. To było sweet love story, można by rzec.
Polubiłam Anne i Karla, wiecie? Mam nadzieję, że wam również przypadli do gustu, pomimo niekiedy mojej nieudolności pisarskiej (wybaczcie, jestem ścisłowcem).


Przede wszystkim chciałam podziękować Wam, kochane!
Zarówno tym, które były ze mną od samego początku (Black Angel oraz Anette15), jak również tym, które dołączyły w trakcie trwania historii i wytrzymały do jej końca.
Wasze komentarze mnie mega motywowały do dalszego pisania i po części do zmienienia fabuły. Pomimo, że nie odpowiadałam na wasze słowa, każdy komentarz przeczytałam. Z ręką na sercu to piszę!
Cóż mogę jeszcze dodać?
Sama nie wiem. Zasób słów wyczerpałam dziś na maturze. Swoją drogą widząc temat wypracowania pomyślałam "Tyle fanfiction do przykładów!". Naprawdę mogę być dumna ze swojej obecności w tej społeczności!

Jednocześnie, tak jak obiecałam, zapraszam na "Love will come unseen..."  gdzie już czeka na was świeżutko opublikowany prolog.
W rolach głównych Anielle i Stephan Leyhe!

Do zobaczenia!
Buziole! :*

środa, 27 kwietnia 2016

17.

Anne
-Niki... ubieraj się skarbie bo przecież nie możemy się spóźnić – westchnęłam robiąc w hotelowej łazience ostatnie poprawki makijażu a mój syn jak zwykle miał na wszystko czas.
-Spokojnie mamusiu. Damy radę. - uśmiechnął się do mnie szeroko. Automatycznie kąciki moich ust podniosły się do góry. Mój kochany, mały mężczyzna. Mój cały świat. Tak bardzo mi przypominał jego ojca. Jednak nadal w głębi serca go kocham i nic ani nikt tego nie zmieni. Boję się swojej reakcji na jego widok. Już teraz wiem, że przy najbliższej okazji rzuciłabym się mu na szyję.
Mimo wszystko.
Pomimo tego, jak bardzo mnie zranił.
Wybaczyłam.
Na tym polega miłość, prawda?
Nie wiem, czy on o mnie czasami myśli. Czy znalazł kogoś nowego na moje miejsce? Czy w ogóle o mnie jeszcze pamięta?
Westchnęłam ciężko poprawiając delikatnie pasma blond włosów. Odetchnęłam głęboko i wyszłam z łazienki.
-Już Niklas? Gotowy? - zapytałam. Spojrzałam na syna, który gotowy do wyjścia stał na środku pokoju. Zobaczyłam jego szeroki uśmiech i iskierki podekscytowania w oczkach. Zaśmiałam się lekko. Może i wygląd odziedziczył po Karlu, ale całą resztę miał po mnie. Ubrałam marynarkę idealnie pasującą do miętowej, zwiewnej sukienki. Po drodze zabrałam torebkę i prezent dla młodej pary.

Pod kościołem wysiedliśmy z taksówki wcześniej płacąc przemiłemu panu kierowcy.
-Myślis, że cioci i wujkowi się spodoba pjezient? - zapytał pełny optymizmu chłopczyk. Chwyciłam jego rączkę idąc w stronę zbierających się powoli gości.
-Myślę, że na pewno. - zaśmiałam się lekko. Po chwili napotkałam wzrokiem grupę swoich byłych podopiecznych. Zaśmiałam się cicho. Nic się nie zmienili. Dalej byli dużymi dziećmi, które się wygłupiają przy każdej możliwej okazji. Odetchnęłam głęboko i powoli skierowałam się w stronę wolnej przestrzeni.
Stchórzyłam?
Prawdopodobnie tak.
Bałam się ich reakcji.

Geiger
Stanąłem przy chłopakach, którzy jak zawsze robili z siebie debili. Ileż można oglądać ich debilowate występy?
No tak, powiedział ten, który do pewnego czasu był pierwszy w uczestniczeniu w ich durnych zabawach i grach. Do czasu aż Anne nie odeszła ode mnie i z kadry, a ja zrozumiałem swój największy życiowy błąd. Nerwowo przeczesałem włosy. Tak bardzo chciałbym ją zobaczyć, choć na chwilę.
-O żesz w mordę jeżozwierza... Weź że mnie uszczypnij. - przed moim nosem pojawiła się ręka Wanka. Spojrzałem na niego jak na debila ale spełniłem jego prośbę, mocno ściskając jego skórę. Z gardła Andreasa wydobył się głośny pisk powodujący grymas na mojej twarzy.
-Sam chciałeś... - podniosłem obronnie ręce w górę. A on nawet na to nie zareagował. Gapił się na coś z otwartymi ze zdumienia ustami i oczami jakby zobaczył nagą Heidi Klum. Z westchnieniem podążyłem ścieżką i zatrzymałem swój wzrok na dość niskiej blondynce ubranej w miętową sukienkę stojącej do nas tyłem. Zażenowany pokręciłem lekko głową. Taki stary a taki głupi.
-Wank... Naprawdę się tak gapisz na jakąś laskę w sukience? Brakuje ci czegoś? - zapytał ze śmiechem Kraus patrząc na Andreasa. Brunet po chwili oprzytomniał i spojrzał na nas wszystkich.
-To Anne, debile... - wysyczał i szybko podszedł do blondynki. Parsknąłem śmiechem. Ta, jasne. Nagle Anne przyjechała na ślub Wellingerów. Po tylu latach w trakcie których nie miała kontaktu z żadnym z chłopaków? I niby skąd miała wiedzieć o tej uroczystości?

Anne
Uważnie obserwowałam Niklasa zrywającego stokrotki na trawniku wokół kościoła. Uśmiechałam się delikatnie. Po chwili poczułam silne ramiona oplatające moje ciało i straciłam kontakt z podłożem. Pisnęłam cicho przerażona.
-I czego się parówo boisz? - usłyszałam głos Wanka koło mojego ucha. Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Wystraszyłeś mnie... - powiedziałam niepewnie i po chwili stanęłam na stabilnym gruncie. Odwróciłam się przodem w jego stronę i delikatnie uśmiechnęłam.
-Masz za swoje. Tak nas zostawić bez słowa? Pomyślałaś wtedy o nas wszystkich czy tylko o sobie? Nawet nie jesteś sobie w stanie wyobrazić, jak tęskniliśmy za tobą! Wszyscy! Nawet ten stary zgred niezdolny do uczuć, Schuster! - zaczął podnosić głos nerwowo gestykulując rękami. Patrzyłam na niego z podniesioną do góry brwią.
-Wank. Miałam powód. I nie. Nie chodziło o moje rozstanie z Karlem. - powiedziałam stanowczym głosem. Po chwili brunet spojrzał na Niklasa, który w międzyczasie znalazł się przy jego nodze i delikatnie szarpał jego spodnie.
-A ty co tak machasz rękami przed moją mamusią?! - zapytał buntowniczo patrząc na skoczka mocno zadzierając główkę w górę.
-Niklas. - powiedziałam ostro. Chłopczyk spojrzał na mnie i oburzony skrzyżował ręce. Po chwili z powrotem wlepił swój wzrok w zszokowanego Wanka.
-Przecież... Anne... To... Jak... O.MÓJ.BOŻE! - wydukał w końcu chwytając się obiema dłońmi za głowę. Zaśmiałam się lekko mierzwiąc włosy synowi.
-Tak, Andreas. Jestem szczęśliwą mamą, tego oto szkraba. Nie pytaj o nic więcej bo myślę, że resztę już wiesz. - powiedziałam spokojnie biorąc małego na ręce.
-Czy Karl...
-Nie. Nie wie. - przerwałam mu szybko. Spojrzał na mnie karcącym wzrokiem. Westchnęłam cicho i odwróciłam wzrok, który na moje nieszczęście spoczął na reszcie skocznej rodziny. Każdy z nich wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami.
Jak bardzo mam przerąbane?
-Anne! - wydarli się jednocześnie ruszając w moją stronę.
Oj bardzo mam przerąbane. Poczułam tylko jak Andreas zabiera małego z moich rąk i utonęłam w zbiorowym uścisku z niemieckimi skoczkami.
-Pognieciecie mi sukienkę... - jęknęłam udając oburzenie ale już po chwili zaśmiałam się cicho starając się wyściskać każdego z chłopaków.
Po chwili wypuścili mnie ze swoich objęć więc odwróciłam się w stronę Wanka. Zamarłam widząc, że zamiast bruneta moje dziecko trzyma Geiger. Przymknęłam oczy i po wzięciu głębszego oddechu podeszłam do małej kopii starszego.
-Dlaczego? - zapytał cicho Karl stawiając Niklasa na ziemi. Chłopczyk od razu pobiegł z radosnym śmiechem w kierunku grupki nowych wujków.
-Ale co dlaczego? Dlaczego cię zostawiłam? Dlaczego się nie odzywałam? Czy dlaczego coś innego? - zapytałam spokojnie, choć wewnątrz chciałam się na niego rzucić jak jakaś napalona małolata.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś? - doprecyzował ze złością wypuszczając powietrze przez nos.
-A zmieniłoby to coś? - zapytałam podnosząc brew do góry. W jego oczach zatańczyły ogniki złości. Zacisnął mocno usta i wpatrywał się we mnie intensywnie. Czułam jak robi mi się gorąco a nogi miękną w kolanach. Jeszcze chwila a się przed nim przewrócę.
-Najwyżej dasz mi w twarz – usłyszałam. Spojrzałam zaskoczona na niego i już po chwili tkwiłam w jego silnych ramionach. Odetchnęłam głęboko jego zapachem. Nadal używał moich ukochanych perfum...

Geiger
Tak!
W końcu trzymam ją w swoich ramionach!
Nie odepchnęła mnie!
Instynktownie odnalazłem jej usta swoimi i mocno się w nie wpiłem. Początkowo nie oddawała moich pocałunków. Już chciałem się odsunąć kiedy poczułem jej dłoń w moich włosach. Całowałem ją z wielkim uczuciem, co ona odwzajemniała.
Zaraz z tego wszystkiego odlecę.
Po chwili wokół nas rozbrzmiały gwizdy. Zaśmiałem się cicho i delikatnie oderwałem od blondynki. Spojrzała na mnie z wesołymi iskierkami tańczącymi w jej pięknym źrenicach. Spojrzałem na chłopaków a mój wzrok zatrzymał się na małym Niklasie, który siedział na barana u Wanka. Patrzył na mnie z góry krzyżując swoje małe ręce na klatce.
-Ale czy ja powiedziałem, że się podzielę mamusią? - zapytał całkowicie poważnie. Anne wybuchła swoim melodyjnym śmiechem i spojrzała na mnie.
-Chyba się będę musiał ustawiać w kolejce, co mały? - zapytałem ze śmiechem mocno obejmując blondynkę. Po chwili moja mała kopia machnęła niedbale ręką.
-No dobra. Podzielę się. - uśmiechnął się szeroko. Zaśmiałem się cicho i cmoknąłem ukochaną w czubek głowy.
Teraz już niczego nie spieprzę.
Dostałem drugą szansę, którą wykorzystam za każdą cenę.




Faktem jest, że tak bardzo się zżyłam z Karlem i Anne, że nie mogłam zakończyć tego inaczej. Plan był inny jednak mam za miękkie serduszko dla moich bohaterów.
Za tydzień widzimy się na epilogu! :*

środa, 20 kwietnia 2016

16.

Zanim rozdział.
Wyjątkowo wstawiam swoją małą inspirację przy której pisałam ten rozdział.


*Kilka lat później*

Geiger
Chyba w końcu podjąłem ostateczną decyzję. Kończę swoją karierę. W najlepszym momencie – po raz kolejny w Planicy odbiorę Kryształową Kulę i jej mniejszą siostrę za loty. A drużyna kolejny sezon z rzędu tryumfuje w Pucharze Narodów.
Muszę w końcu porządnie odpocząć – nie miesiąc, nie dwa a trochę dłużej. Moje mięśnie już tak świetnie nie pracują jak jeszcze kilka lat temu.
W przeciwieństwie do Wellingera musiałem wkładać o wiele więcej wysiłku w przygotowania do sezonu, ba do każdego konkursu. Przychodziło to z coraz większym trudem. Krótka rozgrzewka i czułem ból w każdym mięśniu. Codzienna wizyta u fizjoterapeuty była normą.
-Znowu kręgosłup? - usłyszałem pytanie wchodząc skrzywiony do Thomasa. W odpowiedzi jedynie kiwnąłem głową i ściągnąłem koszulkę kładąc się na kozetce. Po chwili już czułem jego sprawne dłonie próbujące rozluźnić moje spięte mięśnie.
Odpłynąłem w rozmyślania.
Rozmyślaniach o przeszłości.
Kolejna rzecz, która mnie dołowała.
Zachowałem się jak na prawdziwego dupka przystało. W pewnym momencie nie widziałem świata poza czubkiem własnego nosa. Teraz to widzę, szkoda, że musiało upłynąć tyle czasu. Zbyt dużo czasu. Teraz już nic nie naprawię, choć bardzo bym chciał.
Straciłem najważniejszą osobę w moim życiu.
Przez jedną głupią sytuację.
To ja zerwałem zaręczyny.
To ja zburzyłem idealny świat.
Wtedy nawet Wellinger dał mi w mordę.
Moja utopia jednak nie trwała zbyt długo. Szybko okazało się to największą pomyłką mojego życia. Nie wiem jak mogłem być tak głupi.
Naprawdę głupi.

Wellinger
-Kath... mam nadzieję, że do Planicy jedziesz ze mną... - powiedziałem wchodząc do kuchni, gdzie moja narzeczona gotowała właśnie jakiś obiad. Spojrzała na mnie tymi zielonymi oczami i już wiedziałem, że się zgodzi.
Mogłem w niej czytać jak w otwartej księdze.
A pomimo tylu lat co dnia się w niej na nowo zakochiwałem.
-A myślałeś inaczej? - zapytała z cichym śmiechem. Pokręciłem lekko głową całując ją w policzek. I objąłem ją w talii wtulając się w jej plecy.
-Nie no skądże. Ale zawsze mogłaś wpaść na pomysł żeby jechać do Anne – zaśmiałem się lekko. Pomimo trudnych początków dziewczyny naprawdę się polubiły.
-Pojedziemy razem. Musimy zawieźć zaproszenie. - powiedziała spokojnie odwracając się moją stronę. Pokiwałem głową. Jako jedyna wiedziała gdzie blondynka teraz mieszka. Nie odzywała się do nikogo z kadry. Westchnąłem ciężko poprawiając włosy.
-Mam nadzieję, że się nie wścieknie kiedy mnie zobaczy. Wiesz, że nie chce mieć z nikim kontaktu – powiedziałem niepewnie.
-Nie martw się. Sama mówiła że mam przyjechać z tobą. Tylko... żebyś nie był zbyt bardzo zaskoczony... - powiedziała niepewnie. Spojrzałem na nią pytająco. Pokręciła przecząco głową. Czyli dowiem się na miejscu. Pokiwałem głową z lekkim uśmiechem.
Było mi szkoda Anne. Tworzyli z Karlem taką cudowną parę. A on to z dnia na dzień zniszczył. Nasza najlepsza fizjoterapeutka z dnia na dzień złożyła wypowiedzenie i więcej nie pokazała się nam na oczy. Jedynie dzięki Katherine wiedziałem, że żyje i ma się całkiem dobrze. Może znalazła miłość swojego życia?

Tuż po ostatnim konkursie w Planicy udaliśmy się w podróż. Wiedziałem, że to spotkanie po latach może nie być łatwe i przyjemne. Nie wiedziałem co się z nią dzieje, czy ma kogoś...
-Kath... A Anne ma kogoś? - zapytałem po chwili i spojrzałem na dziewczynę siedzącą na miejscu pasażera.
-Przystojniaka jakich mało! - powiedziała z wielkim entuzjazmem. Skrzywiłem się lekko. Tak, nadal byłem o nią zazdrosny.
-Aha.. - bąknąłem pod nosem.
-Andreas... Dowiesz się wszystkiego na miejscu. - uśmiechnęła się tajemniczo. Westchnąłem ciężko i dodałem gazu siadając wygodniej w fotelu.

Anne
Stresowałam się dzisiejszym dniem jak nigdy żadnym. Mieli wpaść przyszli państwo Wellingerowie. Katherine dość często mnie odwiedzała, natomiast Andreasa zobaczę twarzą w twarz pierwszy raz od kilku lat.
Czy żałowałam zerwania kontaktu z chłopakami?
Po części tak. Cieszyłam się ich szczęściem słysząc jak któryś z kolei się żeni, jak zostają ojcami, jak powiększa się ich skoczna rodzinka. Czułam się źle, że nie mogę złożyć gratulacji. Nie mogę? Nie chcę. Wiem, że od razu każdy próbował by się ze mną skontaktować. A tego chciałam za wszelką cenę uniknąć. Może i robiłam źle, może mnie teraz każdy potępia. Trudno.
Katherine napisała mi wiadomość, kiedy wyjeżdżali z domu. Nerwowo odliczałam pięć godzin. Bałam się reakcji Andreasa na wszystkie rzeczy, które pozmieniały się w moim życiu. Właściwie... Była tylko jedna, ale najważniejsza na całym świecie.
W końcu na podjeździe mojego małego domku zauważyłam parkujące auto. Moje serce fiknęło koziołka a żołądek zawinął się w supeł. Dotarłam do drzwi frontowych idąc jak na skazanie. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam je w momencie kiedy pięść Andreasa miała się spotkać z drewnem.
-Anne... - powiedział zachrypniętym głosem i od razu znalazłam się w jego niedźwiedzim uścisku.
-Cześć – powiedziałam łamiącym się głosem i tak po prostu wybuchnęłam płaczem. Dopiero po chwili udało mi się opanować i wpuściłam gości do środka.
-Gdzie masz swojego przystojniaka? - zapytała wesoło Katherine.
-Śpi na górze. Mała drzemka. - uśmiechnęłam się lekko do niej. Andreas spojrzał na nią zazdrosny. Zaśmiałam się cicho. Poszłam do kuchni przygotować napoje dla gości.
-Mamo! Jus wstałem! - po całym domu rozległ się wesoły głos mojego syna i zaraz później tupot stóp na schodach. Andreas z wrażenia wypluł wodę na co Kath trzepnęła go w głowę. Uśmiechnęłam się blado do skoczka i poszłam po ścierkę.
-Idź się przywitać z ciocią i wujkiem, szkrabie. - powiedziałam czule widząc blond czuprynę w kuchni. Pokiwał wesoło głową wbiegając do salonu. Oparłam się o kuchenny blat i przymknęłam oczy oddychając głęboko.

Wellinger
Nagle do salonu wbiegła mała kopia Geigera. Zakrztusiłem się własną śliną widząc malca. No tego to ja się, kurwa, nie spodziewałem. Przez moją głowę przelatywało milion myśli naraz. Czy Karl wiedział o istnieniu tego brzdąca? Czy się go wyparł? Jak Anne udało się to ukryć przed całym światem?
-To jest wujek Andreas. - wyrwała mnie z rozmyślań Katherine, która już trzymała chłopca na kolanach. Uśmiechnąłem się lekko do nich.
-Cieść. Jestem Niklas. - uśmiechnął się do mnie szeroko wyciągając w moją stronę swoją małą dłoń. Uścisnąłem ją delikatnie nadal będąc w ogromnym szoku.

-Oczywiście, że przyjdziemy na wasz ślub. Prawda Niki? - zapytała wesoło blondynka kiedy wręczyliśmy jej zaproszenie. Chłopczyk pokiwał energicznie głową. Po kim on brał tyle zapału? Zapewne po Anne, bo przecież nie po ojcu... Zastanawiało mnie jedno. Anne tak bez namysłu zgodziła się przyjechać. Dlaczego? Przecież dobrze wiedziała, że spotka się z Karlem. Nie bała się tej konfrontacji?
Jednak z drugiej strony... Byłem ciekaw reakcji Geigera...




Właściwie to nie wiem co napisać.
Może lepiej nic :D
Myślę, że ten rozdział nie wymaga zbyt dużego komentarza z mojej strony.

Czekam na wasze opinie <3

CZYTASZ? SKOMENTUJ! :*

środa, 13 kwietnia 2016

15.

Geiger
-No przecież mówiłem wam, żeby to nie wychodziło na zewnątrz kadry! - tak wkurzonego Schustera to już dawno nie widziałem. Delikatna dłoń Anne ściskała moją pod stołem. Na pierwszy rzut oka było widać jej zdenerwowanie.
-Trenerze. To moja wina. Mnie poniosło. Oddałem tak fantastyczny skok i jakoś nie udało mi się pohamować mojej wielkiej radości z tego wszystkiego... No i tak jakoś wyszło. - powiedziałem spokojnie patrząc na niego. Łypnął na mnie zły i przeczesał palcami resztki włosów.
-Dzieci drogie... Przecież dziennikarze wam teraz nie dadzą żyć. - westchnął ciężko.
-Wiemy o tym... No ale już przecież nie cofniemy tego co się stało. - powiedziała cicho Anne. Delikatnie pogłaskałem jej dłoń kciukiem i uśmiechnąłem się ciepło. Zerknęła na mnie niepewnie.
-Poradzimy sobie. - powiedziałem pewnie patrząc jej w oczy, w których natychmiastowo pojawiły się iskierki szczęścia, a następnie przeniosłem wzrok na Wernera. Patrzył na nas intensywnie ale po chwili na jego surowym obliczu pojawił się lekki uśmiech.
-No bo jakby jeden z moich najlepszych zawodników i najlepsza fizjoterapeutka nie mieli dać rady? - zapytał unosząc kąciki ust do góry i poklepał mnie po ramieniu.

Wracaliśmy do pokoju ze splecionymi ze sobą dłońmi. Wchodząc na nasze piętro zobaczyłem całą kadrę stojącą pod naszymi drzwiami.
-A co to za zlot czarownic? - zapytała poważnie blondynka patrząc na nich pytająco.
-Żyjecie! - pisnął radośnie Wank i porwał lekarkę w objęcia. Spojrzałem na to wszystko zszokowany.
-Schustera było słychać nawet w Chinach. - wyjaśnił spokojnie Wellinger patrząc na mnie z lekkim uśmiechem. Zaśmiałem się lekko i wzruszyłem delikatnie ramionami.
-Niedźwiedź został poskromiony więc teraz trzeba czekać na hieny. - westchnąłem nerwowo mierzwiąc włosy. - A tak w ogóle Wank mógłbyś puścić moją dziewczynę? - zapytałem nieco zirytowany widząc, że Andreas nie zamierza zbyt szybko odstawić mojej partnerki na ziemię coś jej gorliwie tłumacząc.
-A ty się tam nie odzywaj! - burknął oburzony brunet i machnął na mnie ręką. Podniosłem wysoko brwi ściskając wargi w wąską kreskę.
-Opowiada mi o rodzajach prezerwatyw. - powiedziała ze śmiechem Anne patrząc na mnie. Moja szczęka bez mojej świadomości opuściła się w dół.
-Ja tam myślę, że oni już wszystkie mają przetestowane. Wnioskuję po odgłosach nocnych. - powiedział poważnie Freitag. Zgromiłem go wzrokiem.
-Naprawdę lubisz ich podsłuchiwać? - zapytał poważnie Severin patrząc na niego.
-Nie lubię. Muszę. - burknął zniesmaczony Richard patrząc na mnie mrużąc oczy. Z szerokim uśmiechem wzruszyłem ramionami.
-Ej dobra Wank. Koniec tego dobrego. - nie wytrzymałem w końcu i podszedłem do Andreasa uwalniając z jego łap moją Anne.


Wellinger
Jak zawsze po kolacji poszedłem do Anne na masaż. Po wybuchu Wernera postanowiłem ich przeprosić za swoje zachowanie więc poprosiłem Karla, żeby został w pokoju na chwilę. Miał zasadę żeby nie przeszkadzać blondynce w pracy, dlatego zawsze wychodził pobiegać.
-Jestem już. - uśmiechnąłem się wchodząc do ich pokoju oczywiście nie zapominając wcześniej zapukać. Anne uśmiechnęła się do mnie znad swojego laptopa i od razu odłożyła go na półkę zamykając go.
-Karl jest pod prysznicem więc pewnie zaraz wyjdzie. - wytłumaczyła widząc, że taksuję pokój spojrzeniem. Kiwnąłem delikatnie głową i usiadłem na łóżku do masażu. - Jak chcesz to możemy już zacząć. - powiedziała spokojnie wyciągając z torby jakieś maści.
-Tylko nie tą brązową bo capie później pół nocy. - skrzywiłem się na widok tubki. Blondynka zaśmiała się lekko.
-Ciesz się, że pomaga. - powiedziała z szerokim uśmiechem. - no rozbieraj się raz raz.
-Ale że tak od razu? - wypaliłem.
-To co masz pod bielizną zostaw dla siebie. Ja tego oglądać nie chcę. - powiedziała mając do twarzy przyklejony słodziutki uśmiech. Wyszczerzyłem ząbki w uśmiechu i ściągnąłem koszulkę kładąc się na brzuchu. Już po chwili czułem jej sprawne dłonie nanoszące maść na moje plecy i delikatny masaż. Blondynka wyczuwała wszystkie moje pospinane mięśnie, które pod wpływem jej dotyku się rozluźniały. Przymknąłem oczy i już prawie zasypiałem kiedy do pokoju wszedł Geiger.
-Cześć. - mruknąłem zerkając na niego. Uśmiechnął się lekko i zerknął na swój telefon.
-Karl znowu zmoczysz pościel tą wodą z włosów. - mruknęła Angie zerkając na niego ale nadal mnie masowała. Ta to ma podzielność uwagi.
-Wycierałem ręcznikiem. Bardziej się nie da – powiedział ze śmiechem Karl siadając na łóżku.
-Spadaj na swoją stronę a nie moją kołdrę będziesz moczył! - fuknęła oburzona.
-Wtedy będziesz mogła spać pod moją.
-Nie bo w nocy mi całą zabierasz!
-Kto tu komu kołdre zabiera – powiedział wybuchając śmiechem. Przysłuchiwałem im się w ciszy. Jak stare dobre małżeństwo. Zaśmiałem się cicho i syknąłem czując mocniejszy nacisk dłoni Anne.
-No co? - mruknąłem patrząc na nią z wyrzutem.
-Nie śmiej się. - mruknęła. Zauważyłem delikatnie rumieńce na jej twarzy. Ktoś tu się zawstydził?

Anne
-Dobra. Słuchajcie... Bo ja ten... No... - zaczął dukać Wellinger kiedy skończyłam masaż a on stanął niepewnie naprzeciwko mnie i Karla. Zerknęłam na Geigera który w skupieniu czekał na słowa swojego kolegi z reprezentacji. Wiedziałam, że to co chciał powiedzieć Andreas zbyt szybko nie przejdzie mu przez gardło więc usiadłam za plecami swojego ukochanego opierając się o jego ramię.
-No wykrztuś to z siebie. - nie wytrzymałam w końcu ciszy panującej w naszym pokoju. Spojrzał na mnie nieco przerażonym spojrzeniem i nerwowo zmierzwił dłonią włosy.
-Bo ja chciałem was przeprosić za moje zachowanie. Zwłaszcza ciebie Anne. - wydobyło się w końcu z jego gardła. Karl z wrażenia aż zakrztusił się własną śliną a ja wpatrywałam się w Wellingera z szeroko otwartymi oczami i ustami.
-Co cię tak wzięło na przeprosiny? - zapytał w końcu Geiger patrząc na kolegę z kadry.
-No bo jednak doszedłem do wniosku, że byłem niesprawiedliwy wobec was. Myślałem, że sami chcecie się ukrywać ze swoim związkiem i trochę się z was nabijałem. Teraz wiem, że po części Schuster maczał w tym palce... - westchnął i nieco zdenerwowany położył dłoń na karku masując go. Westchnęłam ciężko patrząc na niego i pokręciłam lekko głową.
-A ja cały czas myślałem, że jesteś zazdrosny o Anne. - przyznał spokojnie Karl.
-Nie o Anne a o to, że możesz ją mieć cały czas przy sobie a ja z Kath widuję się mega rzadko. - powiedział smutny.
-Andi... tylko że żadne z nas nie jest temu winne. - powiedziałam poważnie patrząc na niego.
-Ja wiem, wiem... Sam nie wiem czemu tak reagowałem. - przyznał zmieszany. Spojrzałam na Karla, który uśmiechał się delikatnie. Zerknął na mnie i przytulił do siebie. Oparłam głowę o jego ramię i westchnęłam cicho.
-Jeszcze raz usłyszę od ciebie złe słowo w moim kierunku to poczujesz co to zemsta fizjoterapeutki. - powiedziałam po chwili i wstałam, żeby delikatnie przytulić chłopaka. Uśmiechnął się do mnie lekko i objął ramionami. Poklepałam go delikatnie po plecach i uśmiechnęłam się szczęśliwa, że w końcu się wszystko wyjaśniło.




Rozdział napisany na szybko.
W początkowej koncepcji miało go nie być, ale jest :D

z powodu nieco napiętego grafiku:
informuję was, kochane wy moje, że ja czytam wasze blogi i nowości. niestety nie zawsze mam czas albo pomysł na komentarz. postaram się jakoś odkupić moje winy, niestety dopiero w maju.

Czekam na wasze oceny tego powyżej :*

CZYTASZ? SKOMENTUJ! <3

środa, 6 kwietnia 2016

14.

Geiger
Moje plecy szybko wróciły do pełnej sprawności. Moja forma rosła z dnia na dzień.
Sezon powoli dobiegał końca, wszyscy już wyczuwali rozluźniającą się atmosferę a w powietrzu dało się wyczuć zapach Planicy.
Śmiać mi się chciało z Wellingera. Najpierw chciał mi odbić Anne a teraz nie widzi świata poza swoją Katherine. Trzeba przyznać, że trafiło się mu jak ślepej kurze ziarnko. Powiedziawszy szczerze... nawet się cieszę jego szczęściem. Wiem, że teraz nikt już nie stanie na drodze mojej i Anne.
Chłopacy nadal nie mogli uwierzyć, że ktoś może stworzyć tak idealny związek. Rozumieliśmy się z blondynką bez słów i do tej pory nie mieliśmy ze sobą nawet najmniejszej sprzeczki. Właściwie to tylko dzięki Anne tego nie było. To ona zawsze ustępowała i kiedy miało dojść do ostrzejszej wymiany zdań po prostu wychodziła. Podziwiałem ją za to. Ja bym nigdy nie dał rady.
-O czym tak myślisz, kundelku? - zapytał wesoło Richard siadając koło mnie w pomieszczeniu, gdzie czekaliśmy oboje na swój skok. Spojrzałem na niego skrzywiony.
-Kundelku? - mruknąłem patrząc na kumpla z teamu.
-No wiesz... jest taka bajka. „Zakochany kundel” się nazywa... - wyjaśnił. Spojrzałem na niego jak na idiotę i westchnąłem ciężko kręcąc głową. Doprowadzali mnie do szału takimi tekstami. Jestem im wdzięczny, że akceptowali związek w kadrze ale... czasami miałem ich dość.
-Richi... minęło tyle czasu a wy nadal o jednym... - westchnąłem zaczynając zawiązywać buty.
-Karl.. Ja naprawdę nie chciałbym was słyszeć w nocy! - pisnął na pół pomieszczenia zwracając uwagę wszystkich zawodników, którzy podobnie jak oczekiwali na swoją kolej. Kilku spojrzało na mnie jednoznacznie co od razu spowodowało na mojej twarzy czerwone rumieńce.
-Ja cię uduszę – syknąłem do niego z furią kończąc wiązać buta. W odpowiedzi ujrzałem tylko jego głupkowaty uśmiech. Ja już naprawdę chcę tą cholerną Planicę...

Anne
Spokojnie czekałam na dole aż wszyscy moi podopieczni oddadzą swoje skoki. Niecierpliwie czekałam na koniec sezonu. Potrzebowałam odpoczynku i kilku tygodni wytchnienia od życia na walizkach. Męczyło mnie ciągłe podróżowanie. Zwłaszcza z marudą Wellingerem, ciekawskim Wankiem i wiecznie wyszczerzonym Marinusem. Kraus już szczególnie mnie przerażał. Ten uśmiech Jokera niejednokrotnie widywany zaraz po obudzeniu przyprawiał za każdym razem o zawał serca. Tak, niemieccy zawodnicy upatrzyli sobie zabawę w budzenie mnie i Karla każdego poranka. Czym ja zawiniłam że jestem skazana na takie cierpienia?
Na moje nieszczęście co chwilę ktoś mnie zaczepiał. A to skoczkowie, a to członkowie sztabów innych drużyn. Co jakiś czas zauważałam fotoreportera robiącego mi zdjęcie.
Na szczęście jeszcze nikt z tych medialnych hien nie połapał się, że ja i Karl jesteśmy razem. Na razie niewiele osób o tym oficjalnie wiedziało. Właściwie to nie miało wyjść poza obręb naszej kadry.
Tak było lepiej. Nikt nam się nie wtrącał do życia prywatnego, do drużyny. Chłopacy wszystko akceptowali i stawali po naszej stronie murem. A ja chciałam, żeby to tylko trwało jak najdłużej.
-Chcę już Planicę... - mruknął Stephan stając koło mnie. Spojrzałam na niego poprawiając okulary przeciwsłoneczne na nosie i pokiwałam głową.
-Zdecydowanie chcę już koniec sezonu. - przyznałam.
-Ale będziesz za nami tęsknić? - zapytał z szelmowskim uśmiechem.
-Przez ten prawie miesiąc, każdy zdąży za każdym zatęsknić. - odwróciłam się z powrotem w kierunku skoczni i oparłam się wygodnie o drewniane bandy. Bo co mu mogłam odpowiedzieć? Wiedziałam, że gdyby usłyszał prawdę od razu byłby foch stulecia. Typowy Leyhe.
-Ja tam nie będę tęsknił za chłopakami. Już mam ich dość. - zaśmiał się mój rozmówca przebierając buty po oddaniu skoku. Spojrzałam na niego zaskoczona z podniesionymi wysoko brwiami.
-Nie wierzę. - powiedziałam szczerze śmiejąc się. - taka idealna drużyna a większość już ma dość swojego towarzystwa... - powiedziałam nieco ironicznym tonem bo każdy z chłopaków zauważył chamskie zachowanie Wellingera w stosunku do mnie.
-Anne. Nie możesz się tak przejmować Księciuniem. Wiesz, że ma gorszy okres. Skoki mu nie wychodzą, tęskni za Katherine...
-Każdy z was mu dojeżdża... jasne. Ja to wszystko rozumiem. Ale ja mu nic nie zrobiłam, Steph... Przepraszam, że zakochałam się w Karlu a nie w nim. I właściwie na lepsze to wyszło bo poznał tą swoją Katherine a mnie by zostawił jako kolejną zabawkę... - powiedziałam zła. Nienawidziłam poruszania tego tematu. Wzięłam narty Niemca i szybkim krokiem udałam się w domku servicemanów.

Wellinger
Czy mi się tylko wydaje, czy Anne chodzi wściekła od początku konkursu? Czyżby w końcu jakaś sprzeczka w tym jakże idealnym związku państwa Geiger? Zaśmiałem się lekko widząc jej zaciętą minę. Bawiło mnie ich zachowanie. Niby taka cudowna para, ale nikomu poza kadrą nie pisnęli ani słówka. Na jego miejscu chwalił bym się taką partnerką naokoło.
No chyba, że się jej wstydzi.
Palant.
Jak dobrze, że ja się Katherine nie wstydzę i nie ukrywam swoich uczuć w stosunku do niej. Uśmiechnąłem się lekko rozmarzony na samą myśl o mojej dziewczynie. Naprawdę miałem wiele szczęścia wpadając na nią.
Naprawdę duży fart, że nie udało mi się poderwać Anne. Znowu byłbym tym najgorszym frajerem, bawiącym się dziewczynami i traktującym je jak szmaciane lalki.
A tak?
Oboje jesteśmy teraz w szczęśliwych związkach.
Jednak zawsze jest jakieś ale...
Za każdym razem jak widzę ich razem, czuję ukłucie zazdrości. Czy to końcówki uczuć żywionych do pani doktor? A może poczucie niesprawiedliwości, że nie mogę mieć Kath cały czas przy sobie? A może jedno i drugie?
Nie chcę o tym myśleć. Jeszcze kilka konkursów i z moją szatynką polecimy na długie wakacje. Odpocznę od treningów, od diety, od tego całego szumu, od chłopaków. Zresetuję się przed następnym sezonem.

Anne
-Hey, skarbie. Co się dzieje? - usłyszałam troskliwy i zarazem cichy głos Karla. No tak. W końcu naokoło stało miliony ludzi i każdy mógł to usłyszeć. Westchnęłam z irytacją.
-Wiesz? Zazdroszczę Katherine.
-Co? - zapytał zszokowany patrząc na mnie i oparł się dłońmi o barierki. Po chwili spojrzał na mnie mając w oczach mieszankę bólu i złości.
-Nie o to mi chodzi – powiedziałam szybko widząc jego minę. - po prostu... chciałabym się teraz do ciebie przytulić, poczuć twoje usta na swoich ale... nie mogę – westchnęłam ciężko nerwowo poprawiając włosy i odwróciłam się w stronę skoczni. Zwiesiłam głowę w dół.
-Schuster mnie zabije. Trudno. - usłyszałam jego zdecydowany głos kiedy stanął przede mną. Podniosłam wzrok i już chciałam zapytać o co mu chodzi kiedy Karl wpił się mocno w moje usta mocno obejmując mnie w talii.
Wtedy cały świat się zatrzymał.
Byliśmy tylko my.
Gwizdy chłopaków przywołały mnie do porządku.
-Karl... - wychrypiałam i spojrzałam niepewnie w jego tęczówki.
-Ciii... lepiej nic nie mów. - zaśmiał się cicho poprawiając mi czule włosy. Zerknęłam na resztę zawodników którzy przyglądali się nam z szerokimi uśmiechami. Poczułam palące mnie policzki więc zasłoniłam twarz dłońmi.
-Masz rację. Schuster cie zabije, a przy okazji również i mnie... - wyszeptałam.




Matura to bzdura.
Chcę już lipiec. Mieć wszystko za sobą i skupić na swoim życiu.
Pozdrawiam FIS za jakże cudowny kalendarz LGP...

Kończę moje marudzenie, bo ostatnio go za dużo w moim wykonaniu :D
Mamy już rozdział 14, cieszycie się, prawda?
Czekam na wasze opinie :*

środa, 30 marca 2016

13.

*Kilka tygodni później*

Wellinger
Dziękuję Bogu, losowi, czy jakimś tam innym czarownicom, które pociągają za jakieś wymyślone i wyimaginowane sznurki prowadząc nas przez życie. Albo zwykłemu przypadkowi. Katherine okazała się być moją bratnią duszą. A jeszcze nie tak dawno myślałem w taki sposób o Anne. Jak bardzo się wtedy myliłem.
Teraz nie mogę znieść widoku blondynki. Na dobre zadomowiła się w kadrze. Każdy z chłopaków ją uwielbia. A na mnie nikt nie zwraca większej uwagi. Jakie to jest irytujące. Znaczy, owszem, rozmawiają ze mną normalnie. Ale kiedyś byłem w centrum zainteresowania...
Wellinger chodź na piwo. Wellinger chodź na panienki. Wellinger pograjmy w karty. Wellinger jedźmy razem na wakacje.
Teraz tylko Anne to, Anne tamto, Anne siamto.
Nie chcę być dla niej wredny, ale to jakoś tak samo wychodzi.
I jeszcze tęsknię za Kath.
A Karl ma ją cały czas przy sobie.
To nie jest fair. I jeszcze bardziej podnosi moje ciśnienie.
Sezon w pełni a ja z moją formą daleko w tyle. Niezłe rozpoczęcie a teraz spadek, spadek i jeszcze raz spadek. Chciałbym mieć Kath cały czas ze sobą. Myślę że to by od razu pomogło. Ta świadomość, że te cudowne zielone tęczówki wpatrują się we mnie oczekując mojego skoku. Doping najważniejszej osoby. To zmienia bardzo dużo.
oh...
Muszę się za siebie wziąć bo niedługo Schuster mnie wypieprzy w tej kadry...

Anne
-Anne! Anne! - krzyczał ktoś nad moim uchem. Gwałtownie usiadłam na łóżku patrząc zaspanymi oczami na intruza śmiącego zakłócać moją popołudniową drzemkę.
-Co jest? - wymruczałam przecierając powieki i poprawiłam zmierzwione włosy.
-Karl... - zaczął ten drugi osobnik a ja zerwałam się z łóżka na równe nogi.
-Co Karl?! - pisnęłam przerażona oczekując odpowiedzi od stojącego przede mną równie przerażonego Freitaga.
-Bo jemu coś strzeliło jak podnosił sztangę – wydusił w końcu. O jeżuniu. Porwałam w ręce swoją torbę i wybiegłam z pokoju nie dbając o zamknięcie drzwi. Z hukiem wpadłam na hotelową siłownię.
-Geiger mówiłem ci, żebyś tyle nie podnosił... jeszcze dzień przed zawodami. - usłyszałam biadolenie Schustera.
-Co się stało? - zapytałam spanikowana podchodząc do leżącego na podłodze czekoladowookiego. Skrzywiłam się lekko widząc grymas bólu na jego twarzy.
-Strzeliło mu dość głośno w kręgosłupie. - wyjaśnił mi pokrótce trener. Westchnęłam cicho i delikatnie odwróciłam chłopaka na brzuch podnosząc jego koszulkę do góry. Badałam jego kręgosłup miejsce po miejscu.
-Możesz ruszać kończynami? - zapytałam po chwili wiedząc, że z kręgami jest wszystko w porządku. Nie wyczułam żadnych nieprawidłowości.
-Tak, mogę. - powiedział cicho po kolei ruszając rękami i nogami. Pokiwałam spokojnie głową i zmroziłam mu bolące miejsce.
-Nie wygląda to na nic poważnego. Kręgi są całe, niepoprzestawiane. Mięśnie i ścięgna raczej też. Jednak dobrze by było zrobić prześwietlenie i USG dla pewności. - powiedziałam spokojnie do Wernera i Karla, pomagając temu drugiemu usiąść. - Richi możesz mi podać ten niebieski, szeroki pas z mojej torby? - zapytała spokojnie bruneta i już po chwili trzymałam w rękach potrzebną rzecz.
-Po co to? - mruknął 23-latek.
-Żeby ci się nic nie stało w drodze do szpitala – westchnęłam widząc jego zaciętą minę i założyłam mu usztywnienie.

Geiger
Blondynka się uparła na te cholerne badania w pobliskim szpitalu. Chciała mieć pewność. A ja miałem pewność, że Schuster i tak mnie nie dopuści do konkursu. Za bardzo srał w gacie po zobaczeniu mojego stanu na siłowni. Byłem wściekły na siebie samego.
Usiadłem na krzesełku czekając aż Anne pozałatwia wszystkie formalności. Właściwie te plecy już mnie tak bardzo nie bolały. Pewnie tylko mi strzeliły kości. I to wszystko. A oni wszyscy sieją panikę.
-Chodź Karl. Pójdziemy pod gabinet RTG – usłyszałem ciepły głos mojej dziewczyny i spokojnie wstałem z jej pomocą i poszliśmy razem pod wskazaną pracownię. Inni pacjenci zerkali na nas z ciekawością. Tak to jest jak na konkursy nie bierze się innych ciuchów niż te kadrowe i każdy mógł nas rozpoznać.
-Myślisz, że Schuster pozwoli mi startować w konkursie? - zapytałem spokojnie czekając na lekarza. Wzruszyła delikatnie ramionami patrząc na mnie troskliwie.
-Wiem, że to dla ciebie ważne... ale jednak wolałabym jakbyś zrobił chociaż jeden dzień wolnego.
-Już mnie przestaje boleć.
-Muszę mieć pewność, że nic ci nie jest. - powiedziała poważnie poprawiając mi czule włosy. Uśmiechnąłem się lekko i złożyłem delikatny pocałunek na jej czole. Obdarowała mnie swoim pięknym, ciepłym uśmiechem na co moje serducho podskoczyło z radości.
W ten gest wykonany przez nią mógłbym się wpatrywać cały czas.
Albo w jej spokojną twarz kiedy śpi.
I ten delikatny uśmiech, kiedy zasypia wtulona w moje ciało, opleciona moimi ramionami.
-Zapraszam do środka.. - moje rozmyślania przerwał lekko zachrypnięty głos lekarza.
-Poczekam tutaj – powiedziała spokojnie blondynka biorąc ode mnie kurtkę.
Szybko pocałowałem ją w policzek wchodząc do pracowni RTG.

Wellinger
-Z Karlem wszystko w porządku. Jadą już ze szpitala. - powiedział wesoło Wank wpadając do naszego pokoju z szerokim uśmiechem na mordce. Wzruszyłem obojętnie ramionami będąc w trakcie odpisywania na SMS od Katherine.
-Cieszy mnie to bardzo... - burknąłem cicho po chwili. Andreas stał wpatrzony we mnie uważnie.
-Stary... Czy ty jesteś zazdrosny o Karla? A może o Anne? - zapytał poważnie a ja zacisnąłem usta w wąską linię. Musiał o to zapytać?
-Jestem wściekły o to, że Schuster zgodził się, żeby jakikolwiek związek utworzył się w kadrze. Przecież jak oni się rozstaną to rozpieprzą wszystko! Znowu zostaniemy bez fizjoterapeuty, a wszyscy wiemy, że Anne odwala ogromną robotę. - powiedziałem po chwili zamyślenia i spojrzałem na przyjaciela.
-Ty naprawdę jesteś zazdrosny. - powiedział z szerokim uśmiechem i klasnął w ręce. Podniosłem brwi do góry i pokręciłem z niedowierzaniem głową.

Obudziło mnie wielkie poruszenie na korytarzu. Co jest? Ludzie spać nie mogą? Zerknąłem na łóżko obok, które było puste. Czyżby wybrali się na imprezę? Beze mnie? Niechętnie zwlekłem się z łóżka i wyjrzałem na korytarz.
-Anne? Co się dzieje? - zapytałem widząc biegnącą blondynkę.
-Nie teraz, Wellinger! - rzuciła zdenerwowana i ani na chwilę nie zwolniła kroku. Zdezorientowany rozejrzałem się dookoła. Po chwili przebiegł koło mojego nosa Alex Stöckl. Co się właśnie odpierdziela? Westchnąłem ciężko i wróciłem do pokoju, żeby włożyć dresy z mocnym postanowieniem dowiedzenia się co się stało. Do pokoju wpadł Wank mocno trzaskając za sobą drzwiami.
-O! a ty wiesz co się stało? - zapytałem z westchnieniem patrząc na bruneta. Przyjrzałem się jego strojowi i przekrzywiłem głowę. - Dlaczego masz krew na koszulce? I ta przerażona mina?
-Hilde spadł ze schodów. Szedł biedaczek po gorącą czekoladę bo nie mógł zasnąć. No i jakoś tak wyszło, że spadł. Wróciliśmy z chłopakami z piweczkami z pobliskiej stacji benzynowej i go znaleźliśmy... - westchnął ciężko patrząc na mnie.
-Ale że tak przy świetle spadł? - w odpowiedzi ujrzałem tylko wzruszenie wankowych ramion. - A Anne co robiła?
-No pierwsza osoba, która nam przyszła do głowy żeby mu pomóc to Anne... No bo kto inny? Nawet nie wiedzieliśmy w którym pokoju mieszka ich fizjoterapeuta. Dopiero Karl znalazł Alexa i ich cały sztab. - pokiwałem delikatnie głowę i z westchnieniem odwróciłem się na drugi bok. Coraz bardziej zacząłem się wkurzać na blondynkę. Katherine nie chciała pomóc, ale do Hilde leciała jak na zbawienie... Cudownie.




Ja was przepraszam za tą końcówkę.
Tragiczna jest.
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.

Dziękuję za te komentarze pod poprzednim rozdziałem <3
Na razie nic wam nie zdradzę jak to się wszystko potoczy.

Czekam na wasze opinie o tym czymś powyżej.
Buziaki :*

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ <3

środa, 23 marca 2016

12.

Wellinger
-Tak właściwie to... co się stało? - zapytała z westchnieniem blondynka podnosząc się z kanapy i wskazała mojej towarzyszce krzesło. Poszła w stronę łazienki.
-Wpadliśmy na siebie, no i było bliskie spotkanie z ziemią... i jej nadgarstek przypomina teraz dojrzałą śliwkę... - powiedziałem naprędce słysząc szum wody.
-Nie obraźcie się, ale brzmi jak kiepski wstęp do love story – powiedziała ze śmiechem wycierając dłonie o papierowy ręcznik. Podniosłem zaskoczony brwi do góry i zerknąłem na poszkodowaną dziewczynę koło mnie, której twarz zdobiły dwa ogromne rumieńce.
-Love story jak twoje i Karla? - zapytałem zimno patrząc uważnie na jej reakcje. Spojrzała na mnie zszokowana.
-Co? - wyrwało się jej.
-Nie patrz tak. Wank się wygadał. Tylko on mnie kocha. - chlipnąłem teatralnie przecierając policzki. Sam się sobie dziwiłem, że tak spokojnie teraz o tym mówię. Wellinger, co z tobą nie tak? Rozdwojenie jaźni? Pokiwała delikatnie głową i zaczęła delikatnie badać dziewczynę.
-Ał to boli. - warknęła szatynka wyrywając rękę spod sprawnych palców Anne. Blondynka spojrzała na nią z groźnym błyskiem w oku.
-Głupota podobno również. - powiedziała poważnie i wstała z klęczek. - Najlepiej będzie zrobić prześwietlenie. Niech zajmie się tym chirurg.
-Jakieś środki przeciwbólowe? Usztywnienie? Możesz ją zawieźć? - pytania z moich ust wyskakiwały w zawrotnym tempie.
-Wellinger... Nie jestem Matką Teresą. Płacą mi za zajmowanie się wami, nie kimś innym. Poza tym mój samochód odmówił współpracy. - wzruszyła obojętnie ramionami wychodząc z domku.
-Przepraszam za nią. Ma zły humor. - wyrwało się w stronę mojej towarzyszki. Wstała z krzesła i stanęła naprzeciwko mnie. Dopiero wtedy dostrzegłem tą głębie zielonego koloru jej tęczówek. W jakiś sposób mnie zahipnotyzowały. Mógłbym w nie patrzeć cały czas.
-Nie ma za co. Też mogłam tej ręki nie wyrywać... - westchnęła. - Pójdę już.
-Poczekaj na koniec treningu. Zawiozę cię do szpitala. - powiedziałem spokojnie. Spojrzała na mnie z niepewnością. Po chwili delikatnie kiwnęła głową.


Anne
Zirytowana do granic możliwości wyszłam z terenu skoczni. Odpaliłam papierosa trzęsącymi się dłońmi. A miałam, cholera, nie palić.
No ale kurde. Bez przesady żebym ja się jakąś przypadkową dziewczyną zajmowała. Ja rozumiem, że Andreas wziął na siebie odpowiedzialność. Szkoda, że dziewczyna nie skorzystała i nie dała mi się zbadać do końca. Jeszcze jakbym mocno ją ściskała. Naprawdę delikatniej się nie dało.
Zaciągnęłam się mocno dopiero po chwili wypuszczając dym z moich płuc. Odetchnęłam głęboko przysiadając na murku. Dopaliłam na szybko i wróciłam na trening chłopaków po drodze wyjmując jedną gumę do żucia i spokojnie rozgryzałam ją zębami idąc w kierunku swojego stałego punktu obserwacyjnego pod skocznią.
Oparłam się spokojnie o bandy skoczni i ubierając kaptur kadrowej kurtki patrzyłam w górę. Rozbieg pomimo wiosennej aury pokrywał lód a na zeskoku nadal utrzymywał się nawet biały śnieg.
-A ty jak zwykle nie masz czapki? - zapytał z westchnieniem Karl podchodząc do mnie po swoim udanym skoku treningowym. Wzruszyłam delikatnie ramionami i uśmiechnęłam się do niego słodziutko. Pokręcił lekko głową. Właściwie nie wiedziałam dlaczego zaprzestałam nosić czapki. Kiedyś były one nieodłącznym elementem mojego życia. Zimowe nakrycia głowy, fullcapy chroniące moją głowę w lecie...
-Właściwie to... ciepło jest – powiedziałam patrząc w jego czekoladowe tęczówki.
-I myślę, że właśnie dlatego masz ubrany na głowę kaptur – usłyszałam jego cichy śmiech po czym zostałam szczelnie zamknięta w jego ramionach a na policzku poczułam jego ciepłe, delikatne usta. Pokiwałam głową ze słodkim uśmiechem idiotki i wybuchnęłam śmiechem widząc jego minę na ten gest.
-Oj no dobrze. Idę po tą czapkę. - powiedziałam w końcu zrezygnowana i szybkim krokiem udałam się do domku.

Geiger
Uśmiechnąłem się do siebie lekko. Moja mała, zapominalska blondyneczka. Za każdym razem jak spojrzałem jej w oczy mogłem w nich zobaczyć miłość i te wesołe iskierki, dzięki którym nabierałem nowej energii na kolejne minuty swojej marnej egzystencji.
Pomimo krótkiego czasu zdążyłem się od niej uzależnić.
Jej niesforne włosy.
Ta głębia jej tęczówek z których można odczytać wszystkie emocje.
Jej delikatnie zadarty nosek.
Jej ciepłe wargi.
I te wiecznie chłodne dłonie, które idealnie koiły skórę i mięśnie podczas masażu po każdym treningu.
Mógłbym ją podziwiać całą wieczność. Jej drobne ciało coraz mocniej na mnie oddziaływało. Podczas masaży najchętniej leżałem na brzuchu, co pozwalało mi ukryć tą niezależną ode mnie reakcję. Po chwili poczułem czyjąś dłoń na ramieniu więc automatycznie się odwróciłem stając twarzą w twarz z Schusterem. Oho. Kłopoty.
-Geiger. - zaczął poważnym tonem. Przełknąłem nerwowo ślinę. - Musimy poważnie porozmawiać.
-Słucham trenerze. - wydukałem po chwili łamiącym się głosem.
-Masz się przede wszystkim skupić na skokach. Na zawodach z Anne utrzymujcie kontakty czysto zawodowe. Nie chcę żadnych afer w kadrze. Naprawdę wam kibicuję ale jako sportowiec powinieneś wiedzieć, że to będzie najlepsze rozwiązanie żebyście mieli spokój od nachalnych dziennikarzy. - całą swoją wypowiedź utrzymywał ten ojcowski ton.
-Rozmawiałem już z nią na ten temat. Ja nie chciałbym ukrywać naszego związku... Niestety Anne popiera słowa trenera. - westchnąłem. Oboje mieli rację. Potrzebny był spokój w naszej kadrze. Każdy musiał się skupić na swoich zadaniach.
-Cieszę się, że doszliście do takich wniosków sami.
-Trenerze? A moglibyśmy mieć chociaż razem pokój? - wypaliłem z pytaniem a Werner o mało co nie zakrztusił się własną śliną.
-Nie chcę tak młodo zostać wujkiem. - puścił do mnie oczko i nie czekając na moją odpowiedź oddalił się wracając do gniazda. Patrzyłem za nim z niedowierzaniem.
Trener nam zwariował.
Trzeba mu psychiatry szukać.
On młody?
Pffff.
Dobre sobie.
Zaśmiałem się lekko i wsiadłem na wyciąg aby ponownie zasiąść na belce startowej.




Przyznam się wam szczerze, że mam już napisany epilog.
Wena przyszła wczoraj (tak, miałam zrobić semestralny projekt z niemieckiego) i szkrobnełam co nieco.

Nie wiem jak wy, ale ja po tym sezonie na pewno zapamiętam Gorana Janusa tańczącego jakieś wschodnie tańce-hulańce :D

Zapraszam również TUTAJ, gdzie od poniedziałku wisi sobie nowy rozdzialik :D

CZYTASZ? SKOMENTUJ - TO POMAGA! <3